Wiadomości
Posłowie pracują nad ułatwieniem eksmisji
Po tym jak Trybunał Konstytucyjny zwrócił uwagę na nieprecyzyjność zapisów dotyczących eksmisji lokatorów, w nowej ustawie o ochronie praw lokatorów pojawią się zapisy uskuteczniające pracę komornika.
Zmiany w prawie dotyczą przede wszystkim kwestii pomieszczeń tymczasowych - tych, do których trafiać mają eksmitowani dłużnicy bez orzeczenia o prawie do lokalu socjalnego lub zamiennego. Według obecnie obowiązującego prawa nie można eksmitować lokatora, jeśli nie zostało wskazane pomieszczenie tymczasowe, do którego mógłby się przenieść. W kodeksie postępowania cywilnego czytamy: “komornik wstrzyma się z dokonaniem czynności do czasu, gdy gmina wskaże tymczasowe pomieszczenie lub gdy dłużnik znajdzie takie pomieszczenie”. W praktyce przepisy nie są jednak dostatecznie precyzyjne.
Nie wiadomo choćby na jaki okres powinny być udostępniane lokale tymczasowe. “Termin tymczasowe sugeruje, że na okres przejściowy, a zatem nie na czas nieoznaczony” - czytamy w uzasadnieniu do nowej ustawy. Tymczasem w funkcji pomieszczeń tymczasowych występuje najczęściej zasób mieszkaniowy gminy. Ten z kolei (z wyjątkiem lokali socjalnych lub przejściowych) może być wynajmowany tylko na czas nieokreślony. W efekcie pogmatwanych przepisów, wiele przypadków egzekucji jest nieskutecznych, a dłużnicy - z powodu braku lokalu tymczasowego - pozostają w mieszkaniach, które powinni opuścić.
W związku z brakiem zapisów nakazujących to wprost, gminy również nie pomagają w usprawieniu procesów egzekucji zalegających z długami. W związku z tym posłowie podjęli inicjatywę zmierzającą do uzupełnienia obecnej ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego.
W przygotowanym projekcie do ustawy wprowadzono pojęcie pomieszczenia tymczasowego, rozszerzono katalog obowiązków gminy o obowiązek wskazywania tymczasowego pomieszczenia, a także określono maksymalny okres udostępniania takiego pomieszczenia.
Tymczasowe pomieszczenie - zgodnie z zapisami kpc - powinno “nadawać się do zamieszkania, zapewniać co najmniej 5 mkw powierzchni mieszkalnej na jedną osobę, znajdować się w tej samej miejscowości lub pobliskiej, jeżeli zamieszkanie w tej miejscowości nie pogorszy nadmiernie warunków życia przekwaterowanych”.
Umowa o odpłatne użytkowanie takiego tymczasowego pomieszczenia będzie mogła być zawarta na czas oznaczony, nie dłuższy niż 12 miesięcy.
Malwina Wrotniak
Bankier.pl
Praga: Radosław Martyniak i Andrzej Kawalec znaleźli kolejne ofiary
Spółka Prometeusz zaczęła przejmować kolejne kamienice na Warszawskiej Pradze. Ze spółką Prometeusz są powiązani pan Radosław Martyniak i Andrzej Kawalec, zasiadający również we władzach spółki Fenix Capital. Spółka ta ma za sobą wiele “udanych” reprywatyzacji. W 2006 r. spółka przejęła za około 11 mln. zł kamienicę przy ul. Noakowskiego przy pl. Politechniki. Cena ta wynosiła około 10% rynkowej wartości tej nieruchomości. Nie powinno to jednak dziwić, skoro nieruchomość została „odziedziczona” przez Andrzeja Waltza, męża prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, który sprzedał kamienicę w ekspresowym tempie – zdając sobie sprawę że reprywatyzacja może zostać podważona.
Dom zabrano na mocy dekretu Bieruta z 1945 r. Należał do rodziny Oppenheimów. Ale po wojnie za właściciela podawał się Henryk Kępski, wuj męża prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Kępski kupił kamienicę w grudniu 1945 r. od osoby, która sfałszowała pełnomocnictwa przedwojennych właścicieli. Fałszerze byli przekonani, że właściciele zginęli podczas wojny.
Ponieważ obowiązuje zasada zaufania do ksiąg wieczystych, nabywca kamienicy w „dobrej wierze” nie utraci własności kamienicy, nawet jeśli się udowodni przed sądem, że sprzedający nie był prawnym właścicielem nieruchomości. W podobny sposób raz na zawsze zamknięto sprawę wielu „przekręconych” kamienic w Warszawie. To tłumaczy pośpiech, w jakim mąż pani prezydent sprzedał kamienicę.
Wiadomość o przejęciu kamienicy przy ul. Noakowskiego spadła na jej mieszkańców jak grom z jasnego nieba. Nikt nie informował ich nawet, że toczy się w tej sprawie postępowanie. Spółka zafundowała im podwyżki czynszów o 400%, na co większości mieszkańców (wielu z nich jest emerytami) po prostu nie stać.
Jaki los czeka więc mieszkańców kamienic przy ul. Jagiellońskiej 22 i innych kamienic odzyskanych przez spółkę? Już widać pierwsze efekty działań panów Andrzeja Rahman-Kawalca i Radosława Martyniaka. Lokatorom odebrano dostęp do piwnic, co oznacza, że przyszłej zimy nie będą oni mieli możliwości składowania węgla (kamienica pozbawiona jest ogrzewania centralnego, a mieszkańcy grzeją w piecach węglowych). Czynsze podwyższono o 100%, a nielicznym lokatorom, którzy wykupili niegdyś mieszkania, podwyższono opłaty z funduszu remontowego, tak że niektórzy muszą płacić sumę 3 tys. złotych miesięcznie za swój lokal! W tym samym czasie nie widać, by w budynku były wykonywane jakiekolwiek remonty. Zamiast tego, by zakpić dodatkowo z mieszkańców, właściciele kamienicy wywiesili przed ich oknami wielką płachtę, z wizualizacją, jak kamienica będzie wyglądać, gdy wreszcie bogaci biznesmeni pozbędą się niepotrzebnych nikomu lokatorów.
Płachta odbiera mieszkańcom dostęp do powietrza i słońca i nie przynosi żadnego dochodu kamienicy, bo nie jest to reklama, za którą ktoś mógłby płacić. Właściciele lokali, którym zasłonięto światło nie zostali oczywiście poproszeni o zgodę, co narusza ich prawa właścicielskie.
Zobacz też:
Rozporządzenie Ministra Infrastruktury dotyczące reklam wielkoformatowych
Opinia prawna Biura Architektury i Planowania Przestrzennego Urzędu miasta stołecznego Warszawy
1 komentarz na temat Praga: Radosław Martyniak i Andrzej Kawalec znaleźli kolejne ofiary
Przegrana w sądzie reprywatyzowanych lokatorów
Lokator z Nowego Światu przegrał przed sądem sprawę mieszkańców zreprywatyzowanych budynków, ale nie zamierza się poddawać. I tworzy front w obronie lokatorów
Oskar Hejka z Nowego Światu wytoczył proces, gdyż chciał w imieniu matki udowodnić, że lokatorzy oddawani przez gminę w prywatne ręce razem z domami są traktowani niezgodnie z konstytucją. Z dnia na dzień tracą możliwość płacenia niskiego czynszu, nie mogą wykupić mieszkań na własność, a także nie mają pewności, że zachowają prawo najmu mieszkania. Lokator liczył na to, że sąd zada w tej kwestii pytanie Trybunałowi Konstytucyjnemu. Nie udało się ani w pierwszej instancji (o czym pisaliśmy kilka miesięcy temu), ani w drugiej. Wczoraj apelacja Oskara Hejki została prawomocnie oddalona, z powodów formalnych. Nie oznacza to jednak końca sprawy.
- Sąd okręgowy nie będzie zajmował się kwestią sprawiedliwości czy niesprawiedliwości - mówił sędzia i pochwalił Oskara Hejkę: - Można chylić czoła nad olbrzymią pracą pełnomocnika. Część swoich wywodów mógłby przenieść do wystąpienia do Trybunału Konstytucyjnego jako obywatel.
Niezadowolenia z werdyktu nie kryli dawni lokatorzy komunalni, a dziś mieszkańcy oddanych w prywatne ręce domów, który od początku procesu sekundują panu Oskarowi. Wczoraj do sądu przyszło ok. 30 osób.
- Na pewno wystąpię do Trybunału - zapowiada Oskar Hejka. - A na razie szykujemy się na wrzesień.
Organizacje lokatorskie starają się o kolejną nadzwyczajną sesję Rady Warszawy, która ma być poświęcona polityce lokalowej miasta. - Spotykamy się z mieszkańcami, namawiamy ich, aby przyszło ich na sesję jak najwięcej - tłumaczy Janusz Baranek z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. - Widać ruch lokatorów, pytają, co szykujemy, co robimy.
Andrzej Grabowski ze Stowarzyszenia Obrony Mieszkańców Tykocińskiej dodaje: - Ludzie z organizacji są skarbnicą wiedzy i mają informacje od warszawiaków, którzy do nich przychodzą po pomoc, w jakich punktach przepisy nie działają albo działają źle. Będziemy chcieli stworzyć przestrzeń do dyskusji z urzędnikami i radnymi.
Zdaniem społeczników radni powinni zgodzić się na powołanie okrągłego stołu, obiecanego przez władze miasta na kwietniowej sesji poświęconej polityce mieszkaniowej. - Byłaby to struktura trwała, a nie jednorazowe spotkanie z prezydentem - precyzuje Oskar Hejka. - Nie mamy zamiaru głosić populistycznych haseł w stylu “mieszkanie dla każdego”. To ma być praca u podstaw, wskazywanie, co można zmienić w prawie lokalnym, tak żeby warszawiacy nie byli krzywdzeni. Po wakacjach pokażemy dokumenty i konkretne rozwiązania. Zasiliła nas grupa ludzi, która dotąd z naszymi problemami się nie utożsamiała: to środowiska właścicieli nieruchomości i spółdzielcy.
W Warszawie w ciągu kilku ostatnich lat miasto przekazało w prywatne ręce budynki, w których jest blisko 6 tys. mieszkań. Organizacje lokatorskie mają m.in. pomysł stworzenia elektronicznego rejestru nieruchomości objętych postępowaniem reprywatyzacyjnym, dzięki któremu lokatorzy nie byliby zaskakiwani zmianą właściciela budynku z miasta na prywatną osobę.
http://wyborcza.pl/1,94898,8084577,Przegral_w_sadzie__ale_bedzie_walczyl_o_mieszkancow.html
Gdańsk: Pikieta przeciwko podwyżkom czynszów
Transparenty z hasłami skierowanymi przeciw władzom miasta, głośne okrzyki i grające bębny – tak wyglądała demonstracja Grupy Inicjatywnej „NIC O NAS BEZ NAS” oraz lokatorów przeciwstawiających się sposobom naliczania opłat w mieszkaniach komunalnych. W trakcie demonstracji doszło do przepychanek między policją, a uczestnikami protestu.
Demonstracja odbywała się we wtorek przed siedzibą Rady Miasta Gdańska. Uczestnicy protestu trzymali transparenty z portretami prezydenta gdańska Pawła Adamowicza oraz wiceprezydenta Macieja Lisickiego z podpisami: „Zadłużyłem miasto” oraz „Podniosłem czynsze”. W trakcie demonstracji doszło również do przepychanek z Policją. Jeden z demonstrantów odmówił wylegitymowania przez policję. Jak tłumaczył: „Policja nie wskazała podstawy prawnej i przyczyny wylegitymowania”. Ostatecznie po pertraktacjach demonstrant podał policjantom swoje dane.
Uczestnicy protestu sprzeciwiali się zapisom uchwały Rady Miasta Gdańska wprowadzającą zmiany w sposobie naliczania opłat w lokalach komunalnych. Dzięki tym zapisom do 10,20 zł za metr kwadratowy wzrosną czynsze we wszystkich mieszkaniach komunalnych w mieście. Obecne ceny wahają się w granicach od 4 do 5,8 zł.
Gdańsk: Pikieta przeciwko podwyżkom czynszów - czytaj dalej …
Mafia PO kontroluje lokale na Mokotowie
Radni chcą odwołać zarząd Mokotowa. Żądają wyjaśnienia nagrań, na których lokalni przedsiębiorcy chwalą się dawaniem łapówek.
„Sprawa głośna jest, bo miejsce jest na szpicy” – mówi polityk PO do przedsiębiorcy, gdy urzędnicy dowiedzieli się o nielegalnym podnajmowaniu dzielnicowego lokalu. „Spadamy ze wszystkiego, bo burmistrz będzie na mnie mordę darł” – odpowiada przedsiębiorca.
To jedno z delikatniejszych nagrań, które wstrząsnęły mokotowskimi radnymi.
– Czytałem stenogramy pięciu lub sześciu rozmów – mówi radny Adam Ciesielski (SLD). – Przedsiębiorcy wyraźnie w nich mówią, że płacą łapówki urzędnikom za to, że ci przymykają oko na nielegalny podnajem.
Chodzi o lokal przy ul. Puławskiej 10, w którym do niedawna mieściła się Superapteka. Jeden z przedsiębiorców wynajmował go od dzielnicy za 6 tys. zł, a następnie nielegalnie podnajmował aptece za 27 tys. zł. Gdy urzędnicy to zauważyli, zamiast rozwiązać umowę wynajmu, zgodzili się na ugodę, a następnie przekwalifikowanie lokalu na zakład jubilerski.
– Przedsiębiorca złożył wniosek o przekwalifikowanie w piątek, a w środę sprawę już opiniował zarząd dzielnicy – dziwi się radny Ciesielski. – Chcielibyśmy się dowiedzieć czemu, skoro sprawy tego typu załatwia się co najmniej kilka miesięcy.
Odpowiedzi na to pytanie znajdować się mają w nagraniach.
– Przedsiębiorca chwalił się, że burmistrz musi robić to, co on mu każe – mówi Karol El Kashif, właściciel Superapteki, który nagrał rozmowy przedsiębiorców i polityków. – Opowiadał, że za łapówki dają mu takie decyzje, jakie chce.
Nagrania dziś mają trafić na ręce przewodniczącego rady.
– To niejedyny przypadek dziwnych operacji lokalowych w naszej dzielnicy – mówi radny Ciesielski. – Jest grupa radnych i lokalnych polityków PO, która kupuje mieszkania, a następnie w dość dziwnych okolicznościach pozbywa się z nich lokatorów. Jeden z nich o godz. 23 przyszedł w asyście osiłków i wyrzucił kobietę z trójką małych dzieci na bruk. Działają bezwzględnie, jak mafia.
Poszkodowani mówią o straszeniu śmiercią. – Moja była żona sprzedała mieszkanie, w którym mieszkałem – mówi Andrzej Starczewski wyrzucony z mieszkania. – Trzech panów pracujących razem w biurze poselskim Tadeusza Rossa (PO) zimą wyrzuciło mnie z domu, a gdy protestowałem, zaczęli mi grozić. Rzucali nożami.
Radni domagają się wyjaśnień. – W naszej dzielnicy mamy skandal korupcyjny na ogromną skalę – mówi Remigiusz Grodecki (PiS). – Nie wyobrażam sobie, by przy tak poważnych zarzutach nie padł wniosek o odwołanie zarządu – dodaje radny Ciesielski. – Powinni go poprzeć radni PiS i uczciwa część Platformy.
Władze dzielnicy nie chcą komentować sytuacji. – W urzędzie jest kontrola z urzędu miasta – mówi burmistrz Jan Rasiński. – Ona wykaże, czy były nieprawidłowości.
1 komentarz na temat Mafia PO kontroluje lokale na Mokotowie
Gdańsk: okupacja w Zarządzie Nieruchomości Komunalnych
Grupa inicjatywna “Nic o nas bez nas”, ta sama która od kilku miesięcy pojawia się na sesjach Rady Miasta Gdańska, właśnie odwiedziła Gdański Zarząd Nieruchomości Komunalnych. Anarchiści domagają się rozmowy z Jackiem Łapińskim, dyrektorem GZNK.
- Jesteśmy zdeterminowani i przygotowani na bezterminową okupację biura dyrektora w przypadku, gdyby nie chciał on z nami rozmawiać. Nie będziemy dłużej stać bezczynnie, podczas gdy opłacana z naszych pieniędzy urzędnicza mafia znęca się nad ciężko pokrzywdzonymi przez los mieszkańcami, od których przez lata próbuje się wycisnąć sumę o wiele niższą niż koszty administracyjne całej sprawy! - grzmią w mailu przesłanym do redakcji.
Anarchiści żądają wyjaśnień sprawy Państwa Siedzińskich z Przymorza, którzy w wyniku ciężkiej sytuacji życiowej przez pewien czas nie byli w stanie opłacać czynszu za zajmowane mieszkanie komunalne. Pomimo niskich rent, zadłużenie próbowali spłacać w ratach.
- Prawdopodobnie udałoby im się to, gdyby nie kłody uporczywie i systematycznie rzucane im pod nogi przez urzędników. Dysponujemy pełną dokumentacją urzędniczych błędów, kłamstw i łamania prawa (fałszowanie podpisów, dopisywanie niezidentyfikowanych kwot do kont komorniczych) - twierdzi grupa “Nic o nas bez nas”. Młodzi zapowiadają, że biura GZNK nie opuszczą dopóki nie dostaną pisemnego zapewnienia, że rozpocznie się postępowanie wyjaśniające w sprawie rodziny Siedzińskich.
- Chcemy również zwrócić uwagę na to, w jakim świetle sytuacja ta stawia twierdzenia prezydenta Lisickiego, jakoby “każdy był kowalem własnego losu” oraz jego plany drastycznego podniesienia czynszów w mieszkaniach komunalnych i odebrania ulg dochodowych osobom z jakimkolwiek zadłużeniem wobec miasta. Dla ludzi takich jak Państwo Siedzińscy takie zmiany będą oznaczały śmierć głodową! - mówią anarchiści.
Źródło: gdansk.naszemiasto.pl, http://www.trujmiasto.blip.tv/
Skomentuj Gdańsk: okupacja w Zarządzie Nieruchomości Komunalnych
Nagranie fałszywych obietnic burmistrza Majewskiego
W dniu 14 października 2009 r., lokatorka ze Śródmieścia Warszawy udała się na umówione wcześniej spotkanie z burmistrzem Jerzym Majewskim. Na spotkaniu Burmistrz oficjalnie oświadczył, że podpisana zostanie z lokatorką umowa najmu na podstawie lipcowej uchwały Rady Warszawy, gdyż “wprowadzono zmiany, które kwalifikują ją do kręgu osób posiadających prawo do najmu tego lokalu.” Lokatorka miała tylko poczekać miesiąc aż z administracji dojdzie wywiad środowiskowy (był zrobiony 2 miesiące wcześniej).
Burmistrz oświadczył, że decyzja o przyznaniu tytułu prawnego do lokalu została już podjęta i że lokatorka może już otwierać szampana. Oto nagranie z pierwszego spotkania.
Dnia 16 marca 2010 r. wniosek o najem lokalu został odrzucony. Jako powód odmowy podano, iż lokatorka nie spełnia warunków Uchwały Nr LVIII / 1751/ 2009r., z dnia 9 lipca 2009 r., mianowicie:
- Osoby zamieszkiwały z najemcą w lokalu za zgoda właściciela i prowadziły z nim wspólne gospodarstwo domowe przez okres co najmniej 7 lat
- Zajmowana powierzchnia mieszkalna lokalu nie przekracza 15 m² na każdą osobę uprawnioną, a w przypadku gospodarstwa jednoosobowego 30m²
Jednak lokatorka w lokalu zamieszkiwała od dziecka, wychowywana przez babcię, co potwierdzili sąsiedzi oraz administratorka. Zamieszkiwała za zgodą właściciela, na co dowodem jest zameldowanie w 2000 roku przez Urząd Gminy Warszawa Śródmieście. Wniosek został odrzucony z powodu przekroczenia powierzchni mieszkalnej lokalu o 2,99 cm2!
Na początku czerwca, lokatorka poszła do urzędu domagać się zaprezentowania notatki służbowej ze spotkania z burmistrzem Majewskim, podczas którego poinformował on o pozytywnym rozpatrzeniu sprawy. Jednak notatka nie zawierała zapisu jego słów, a urzędnicy wszystkiego się wyparli.
Oto nagranie z drugiego spotkania.
Skomentuj Nagranie fałszywych obietnic burmistrza Majewskiego
Sąd mataczył w sprawie możliwości nagrywania
Anonimowy internauta udostępnił nam nagranie dokumentujące unik zastosowany przez Sąd w sprawie o niekonstytucyjne traktowanie lokatorów przez Ustawę o ochronie praw lokatorów. O sprawie można przeczytać m.in. http://lokatorzy.info.pl/lokatorzy-powalcza-o-swoje-prawa-w-sadzie/ i http://lokatorzy.info.pl/sprawa-oskara-hejka-w-sadzie/
Podczas posiedzenia Sądu, 10 grudnia ub. r. miały miejsce nieuzasadnione ograniczenia jawności rozprawy, m.in. decyzja o odmowie dopuszczenia do nagrywania rozprawy. Uzasadnienie podane przez Sąd, czyli “brak technicznych możliwości obecności na sali operatorów z kamerami”, które posłużyło do oddalenia wniosków o rejestrację rozprawy, złożonych przez liczne media, m.in. TVN, Telewizję Polską i Radio dla Ciebie, nie ma potwierdzenia w faktach, jako że na sali byli obecni operatorzy kamer, gotowi do nagrywania rozprawy.
Fakt ten udokumentował anonimowy internauta, który przesłał Komitetowi Obrony Lokatorów nagranie audio z rozprawy. Przesyłamy fragment wypowiedzi Sądu, w którym zabrania on nagrywania kamerzyście obecnemu
na sali - a więc posiadającemu “techniczną możliwość” nagrywania. Treść nagrania przeczy informacjom zapisanym w protokole i stawia w bardzo złym świetle intencje Sądu, który w pierwszej instancji umorzył sprawę.
Poniżej fragment nagrania z rozprawy, oraz protokół do porównania.
1 komentarz na temat Sąd mataczył w sprawie możliwości nagrywania
Wystąpienie WSL na sesji Rady Warszawy
Szanowni Państwo!
Podczas sesji Rady m. st. Warszawy w dniu 18 marca środowiska lokatorskie w tym Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów, domagały się zwołania nadzwyczajnej sesji Rady Miasta między innymi po to aby zwrócić uwagę na budownictwo komunalne. Wbrew temu co mówili wczoraj na konferencji prasowej przedstawiciele ratusza, nie jest to problem dotykający kilkudziesięciu działaczy, ale dziesiątek jeśli nie setek tysięcy warszawiaków, o czym najlepiej świadczy dzisiejsza frekwencja na sali.
Według nas pomoc lokatorom nie może być skuteczna bez położenia większego nacisku na budowę nowych, tanich i dostępnych mieszkań komunalnych. Obecna sytuacja, w której prywatni właściciele budynków podnoszą czynsze nawet do około 100 zł za metr kwadratowy jest możliwa między innymi dzięki temu, że miasto nie tworzy realnej alternatywy dla komercyjnego najmu. Z braku mieszkań komunalnych wynikają również osobiste tragedie. Termin rozwiązania umowy z lokatorem w budynku zreprywatyzowanym bez podania przyczyny to trzy lata. Gdyby istniała odpowiednia liczba lokali komunalnych lokator miałby szansę uzyskać nowe mieszkanie przed upływem tego terminu. Niestety obecnie czas oczekiwania często jest dłuższy niż trzy lata. Po upływie okresu wypowiedzenia lokator jest zmuszony do płacenia odszkodowania za bezumowne korzystanie z lokalu, co bardzo szybko może przyczynić się do ogromnego zadłużenia. Było tak w sprawie Ewy Dembicz, mieszkającej niegdyś przy ulicy Nowy Świat 66. W jej wypadku zadłużenie sięgnęło 135 tysięcy złotych, a codziennie rośnie o 51 zł. Nie jest to przypadek odosobniony, a wspominamy o nim aby przypomnieć jakie są społeczne skutki braku odpowiedniej polityki mieszkaniowej władz miasta. Trudno się więc dziwić desperacji ludzi.
W odpowiedzi na nasze wcześniejsze wystąpienia, gdy mówiliśmy, że w Warszawie zapomniano o mieszkalnictwie komunalnym Pan Marcin Ochmański z Biura Prasowego Ratusza stwierdził, że są to „absurdalne zarzuty”, gdyż „nigdy nie budowało się tyle co teraz”. To tylko część prawdy. Niegdyś nie budowało się po prostu prawie nic, a dziś buduje się o wiele za mało.
Liczby są jednak bezwzględne i weryfikują stwierdzenia przedstawicieli Ratusza. W uchwalonym w październiku 2008 roku, zaproponowanym przez władze miasta „Wieloletnim Programie Gospodarowania Mieszkaniowym Zasobem Miasta st. Warszawy na lata 2008 -2012” znalazły się prognozy dotyczące wielkości zasobu komunalnego. W roku 2008 stanowił on jedynie 14% zasobu mieszkaniowego miasta, a od tamtego zmniejszył się jeszcze bardziej. W planie szacowano, że w roku 2010 miasto będzie dysponowało 93 893 mieszkaniami komunalnymi, podczas gdy w roku 2011 ma ich być 91 229, a w 2012 89 329. Oznacza to stałą tendencję spadkową, której nie równoważą planowane inwestycje budowy mieszkań komunalnych. W roku 2010 liczba ta ma sięgnąć 608, w 2011 797, a w 2012 769. Widać tu pewien postęp, jednak nie równoważy on nawet ubytków w tkance mieszkaniowej spowodowanych przez reprywatyzację, umożliwianie wykupu mieszkań czy wyburzanie budynków konieczne ze względów technicznych. Mówienie o tym iż wcześniej budowało się mniej to tylko pół prawdy, ponieważ w rzeczywistości wciąż buduje się o wiele za mało.
Eksmisje poza miasto
Ratusz chce wynajmować mieszkania dla niezamożnych warszawiaków. Ale najwięksi dłużnicy, którzy notorycznie nie płacą czynszu, mogą zostać mieszkańcami Babic, Ożarowa czy Leszna - będą eksmisje poza Warszawę
W stolicy stale brakuje mieszkań komunalnych i lokali socjalnych o niskim standardzie dla najbiedniejszych. Do tego miasto nie ma dokąd przenieść lokatorów z reprywatyzowanych kamienic, choć samo przyznało części z nich prawo do mieszkań. Teraz chce im je podnajmować. - To bardzo nowatorskie rozwiązanie - zachwala Beata Wrońska-Freudenheim, dyrektor miejskiego biura polityki lokalowej.
Jednak nie dla ludzi z kolejki czekających na przydział. Ma pomóc tylko w najtrudniejszych sytuacjach. Już kilka lat temu wprowadziła je nowelizacja Ustawy o ochronie praw lokatorów, ale dotąd nie było odważnej ekipy, która by z niego skorzystała. Rada Warszawy przyjęła odpowiednią uchwałę w lipcu zeszłego roku, brakowało jednak zarządzenia prezydent miasta. Gdy w czwartek na nadzwyczajnej sesji rady organizacje lokatorskie przyparły urzędników do muru, ci ogłosili nowy pomysł - z podnajmem.
Teraz wszystko w rękach dzielnic. Niektóre, jak Żoliborz czy Bemowo, zapewniły już sobie w tegorocznych budżetach pieniądze na wynajem mieszkań. Mogą z nich skorzystać trzy grupy warszawiaków. - To osoby ze zreprywatyzowanych budynków i zakwalifikowane do pomocy. Jeśli nie mamy dla nich lokali, możemy wynająć od prywatnych właścicieli mieszkania, które zajmują, i podnająć je tym lokatorom - mówi dyrektor Freudenheim-Wrońska.
Podnajem jest też dla czekających na mieszkanie zamienne, do którego mają się przenieść na czas remontu. Wreszcie dla tych, którzy czekają na lokal socjalny.
Dla nich już szukają mieszkań władze Bemowa. - Naszą największą bolączką są odszkodowania, które płacimy deweloperom i spółdzielniom, dlatego że nie mamy lokali socjalnych dla osób z wyrokami eksmisyjnymi - przyznaje rzecznik dzielnicy Krzysztof Zygrzak. - Wiadomo, że ich nie szybko nie wybudujemy, korzystamy z metody podnajmu.