English | Deutsch
Zdjęcie pochodzi z blogu warszawa78.blox.pl

Publicystyka

Analiza problemów dotyczących zadłużenia lokatorów

May 15, 2017 - 11:57 am

15192610_1139587719423109_8276503766946521306_nKomitet Obrony Praw Lokatorów dokonał analizy wybranych problemów dotyczących zadłużenia lokatorów i antylokatorskiej polityki miejskiej.

Dokument powstał w związku z debatą “Czynsze mieszkaniowe - przerwać spiralę zadłużenia” z cyklu Mieszkania 2030 organizowaną przez Urząd m.st. Warszawy.

Niestety problemy poruszone w analizie nie tylko nie znalazły zrozumienia u przedstawicieli Biura Polityki Lokalowej, ale urzędnicy zaprzeczają nawet ich istnieniu.

Poniżej prezentujemy dokument autorstwa Beaty Siemieniako i Mikołaja Paja z Komitetu Obrony Praw Lokatorów.

1 komentarz na temat Analiza problemów dotyczących zadłużenia lokatorów

Nowelizacja ustawy: Zabiorą nam wszystko

February 22, 2017 - 8:04 am

Nowelizacja Ustawy o ochronie praw lokatorów może znacznie pogorszyć i tak już złą sytuację lokatorów z niskimi dochodami. Komitet Obrony Praw Lokatorów ostro krytykuje założenia projektu nowelizacji.

Proponowana przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa nowelizacja ustawy o ochronie praw lokatorów jest z wielu powodów niekorzystna dla lokatorów i interesu społecznego. Szczególnie jeden punkt projektu pozwala na dość skandaliczne nadużycia wobec lokatorów i jest zdecydowanie antyspołeczny.

Art. 21b ust. 3 projektu zakłada, że:

jeżeli średni miesięczny dochód gospodarstwa domowego najemcy w okresie 3 miesięcy poprzedzających złożenie deklaracji w przeliczeniu na członka gospodarstwa domowego jest wyższy niż kryteria zawarte w uchwale rady gminy […] czynsz podwyższa się o kwotę tej nadwyżki wypowiadając jego dotychczasową wysokość, najpóźniej na koniec miesiąca kalendarzowego. Czynsz po podwyższeniu o kwotę nadwyżki nie może przekroczyć czynszu, jaki mógłby otrzymać z tytułu najmu właściciel takiego lokalu, gdyby lokal ten nie wchodził w skład mieszkaniowego zasobu gminy.

Natomiast ust. 5 w/w artykułu stanowi, że:

w przypadku, gdy podwyżka czynszu, o której mowa w ust. 3 przekracza 50% dotychczasowego czynszu, najemca wnosi przez pierwsze 6 miesięcy obowiązywania podwyżki czynsz w wysokości odpowiadającej 150% dotychczasowego czynszu.

Te przepisy są fatalnie sformułowane. Po 6 miesiącach lokator, który przekracza kryterium dochodowe o 200 zł będzie musiał zapłacić czynsz podwyższony o całą kwotę o którą przekroczył kryterium. Jeśli przykładowo poprzedni czynsz wynosił 200 zł, podwyżka będzie opiewać na 100%. Osoba zamieszkująca 24-metrowe mieszkanie komunalne przekraczająca kryterium dochodowe o 400 zł zapłaci za metr stawkę wyższą od stawek obowiązujących w TBSie, gdzie kryterium dochodowe jest przecież o wiele razy wyższe.

Przykładowo:

  • TBS, stawka czynszowa 25 zł za metr x 20 metrów = 500 zł.
  • Mieszkanie komunalne, stawka czynszowa 8 zł za metr = 200 zł.
  • Przy kryterium dochodowym na poziomie 2000 zł, osoba zarabiająca 2500 zł zapłaci 700 zł za mieszkanie komunalne.

Takie podwyżki są zupełnie nieuzasadnione i sprzeczne z interesem niezamożnych pracujących.

Nie powinno się wypowiadać umów najmu mieszkańcom przekraczającym kryterium (które zresztą powinno być wyższe!), ale dopłaty do czynszu nie mogą wynosić całej kwoty przekroczenia kryterium. Proponowane przepisy w żaden sposób nie ograniczają też możliwości dysponowania zasobem przez Gminę, gdyż i tak dają możliwość wypowiedzenia umowy w przypadku jakiegokolwiek przekroczenia kryterium dochodowego.

Zamiast tak tragicznie błędnych założeń, Komitet Obrony Praw Lokatorów zaproponuje inne rozwiązanie, biorące pod uwagę sytuację lokatorów niezamożnych. Ci, którzy przekraczają kryterium dochodowe o 1-2% nie powinni przenosić w ogóle żadnych konsekwencji. (W zasadzie, mówimy tu o kwotach rzędu 10-30 zł!) Ewentualne podwyżki powinny być liczone w progresywnej skali i nie powinny nigdy przekroczyć 150% dotychczasowego czynszu. Konkretne propozycje zostaną przez nas wysłane w ramach konsultacji Ustawy prowadzonych przez Resort.

Rozwiązania zakładające progresywnie rosnącą skalę podwyżek są stosowane na świecie i dobrze się sprawdzają. Zazwyczaj, takie skale dopuszczają podwyżki czynszu w zakresie od 5 do 50%.

4 komentarzy Nowelizacja ustawy: Zabiorą nam wszystko

Bezduszne działania władz Warszawy wobec bezdomnych i ich rodzin

January 23, 2017 - 12:46 pm

Niestety do Komitetu trafia coraz więcej osób, które mają problemy z wnioskami o mieszkanie komunalne lub socjalne. Są też tacy, którzy otrzymali odmowę ponieważ Gmina uważa, że mają gdzie mieszkać. Choć ta sytuacja nie jest niczym nowym, większa ostatnio liczba takich odmów pokazuje, że Miasto zupełnie nie radzi sobie z problemem bezdomności.

Ostatnio nagłaśnialiśmy sprawę rodziny z Woli mieszkającej tymczasowo u znajomych. Tak się czasami zdarza, że gdy ktoś się dowie o trudnej sytuacji znajomych, oferuje im nocleg, dopóki Gmina nie przydzieli mieszkania.

Jak ktoś chce złożyć taki wniosek, zwykle spotyka się z Panią z Okienka. Pani z Okienka to znana postać, którą można spotkać w różnych urzędach, która odmawia przyjęcia wniosków lub daje porady, które potem okazują się fatalne w skutkach. Pani z Okienka zawsze pyta, gdzie obecnie mieszka osoba składająca wniosek, a gdy ta powie, że jest bezdomna, czy też że mieszka chwilowo pod różnymi adresami, odmawia przyjęcia wniosku. Wniosku nie da się praktycznie złożyć nie podając jakiegokolwiek adresu.

Ale jak ktoś poda adres, to Gmina już sprawdzi jakie są tam warunki. Nawet gdy to mieszkanie nie należy do osoby wnioskującej. Tak się stało w przypadku rodziny z Woli. Choć nie ma tam warunków, a mieszkanie nie należy do wnioskodawców, już sam fakt, że właściciel powiedział ustnie, że mogą tam chwilowo zamieszkać spowodował odmowę przyznania lokalu przez Gminę.

Jeśli to brzmi absurdalnie, to dlatego że tak jest. Niestety znamy wiele takich przypadków. Szczególnie, jeśli zostanie podany adres kogoś z rodziny.

Okazuje się więc, że Gminy chcą dyktować, kto ma z kim mieszkać. Jak siostra ma 3 osoby w 20 m2, Gmina uważa, że ona musi brać bezdomnego brata do siebie. Tak wprost mówią politycy, tacy jak Tomasz Kucharski z Pragi Południe. Byliśmy u nich ponieważ bezdomna kobieta dała adres swojej ciotki, aby złożyć wniosek, ale ciocia ma swoje problemy i nie chce, aby mieć jeszcze jednej osoby w domu.

Polityka miasta pod tym względem jest po prostu potworna. Osoby bezdomne nie mogą liczyć na wsparcie, bo Miasto za bezdomnych uważa tylko tych, którzy są zarejestrowani w noclegowni. Jak ktoś mieszka pod mostem, nie może składać wniosku, bo nie wykazuje adresu. Jak ktoś śpi na kanapie u znajomego, jest poważne ryzyko, że dostaną odmowę. A jak ktoś śpi na kanapie u kogoś w lokalu komunalnym, najemca może stracić tytułu do lokalu za udostępnienie lokalu bez zgody właściciela.

Ta praktyka musi się skończyć, bo Miasto po prostu krzywdzi ludzi potrzebujących, aby poprawić swoje statystyki. Gminy powinny wskazać lokale wszystkim osobom pozbawionym tytułu prawnego do lokalu komunalnego lub socjalnego jeśli kwalifikują się pod względem dochodowym. Nie powinno być sytuacji, że Gmina chce decydować za kogoś, kogo ma przyjąć kogoś do mieszkania. Zabezpieczenie mieszkania jest konstytucyjnym obowiązkiem Gminy, który Gmina stara się cały czas przerzucać na innych, udając, że nie ma ludzi w potrzebie. A jednak są i zła polityka mieszkaniowa Miasta tylko pogarsza ich sytuację. Nie zmieni tego propaganda Ratusza i jego sprzedajnych marionetek.

Skomentuj Bezduszne działania władz Warszawy wobec bezdomnych i ich rodzin

Koniec wysiedlania lokatorów – czy dopiero początek?

December 14, 2016 - 12:58 am

Przez ostatnie 7 lat pisaliśmy o problemach związanych z wysiedlaniem lokatorów z warszawskiej Pragi. Jednym z pierwszych postulatów Komitetu było i pozostaje nadal żądanie możliwości powrotu do wyremontowanego lokalu, zgodnie z intencją Ustawy o ochronie praw lokatorów, która przewiduje, że remont ma się zakończyć w ciągu roku, a po jego zakończeniu lokatorzy wracają do wyremontowanego lokalu. Pobyt w lokalu zamiennym z założenia miał być ograniczony do czasu trwania remontu.

O tym, że mieszkańcy są najczęściej definitywnie wysiedlani podczas remontu pisaliśmy już wiele razy. Występowaliśmy przeciw temu w komisji sejmowej poświęconej Ustawie o rewitalizacji. W ostatnich miesiącach kilka razy protestowaliśmy przeciw gentryfikacji prawej strony Warszawy, m.in. podczas publicznych występów wiceprezydenta Warszawy, Michała Olszewskiego.

Kilka dni temu pan Olszewski opublikował instrukcję przekazaną władzom Dzielnic odnoszącą się do problemu gentryfikacji. Gdyby Miasto nareszcie zaczęło słuchać głosu lokatorów, to byłoby się z czego cieszyć. Od 7 lat nasze postulaty są wciąż aktualne i w tym czasie były wielokrotnie prezentowane panu Olszewskiemu. Bez skutku. Chciałoby się powiedzieć „lepiej późno, niż wcale”, gdyby nie liczne tragedie już wysiedlonych lokatorów.

Jednak czytając list wiceprezydenta Olszewskiego do Dzielnic mamy więcej pytań, niż odpowiedzi. Z naszego doświadczenie wynika niestety to, że często działania Miasta i Dzielnic w sprawach lokatorskich nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Np. program „oddłużania” lokatorów, który z założenia wykluczał większość dłużników w Warszawie i który został wykorzystany przez bardzo mały odsetek lokatorów i bynajmniej nie tych, którzy mieli największe problemy finansowe. Podobnym rozczarowaniem była ustawa przeciw nękaniu lokatorów, która jest tak wadliwie skonstruowana, że nękanie ma cały czas miejsce (może nawet z większą intensywnością, niż dotychczas). Władze nadal nie chcą rozwiązać problemów u ich źródła, nadal szukając pozornych rozwiązań „po taniości”.

Mamy więc konkretne pytania i uwagi dotyczące listu pana Olszewskiego:

1) Pan Olszewski pisze, że ważne jest, aby umożliwić „powrót do zajmowanych poprzednio lokalizacji”. Jak chyba wszyscy wiemy, słowo „lokalizacja” nie oznacza tego samego, co „lokal”. Dlaczego Pan nie napisał, że mieszkańcy mają prawo wrócić do starego lokalu? Czy mamy przez to rozumieć, że nie będzie gwarantowane prawo do powrotu do wyremontowanego lokalu?

Przypominamy o art. 10 ust 4 Ustawy o ochronie praw lokatorów, który brzmi:

Jeżeli rodzaj koniecznej naprawy tego wymaga, lokator jest obowiązany opróżnić lokal i przenieść się na koszt właściciela do lokalu zamiennego, jednak na czas nie dłuższy niż rok. Po upływie tego terminu właściciel jest obowiązany udostępnić lokatorowi w ramach istniejącego stosunku prawnego naprawiony lokal. Czynsz za lokal zamienny, bez względu na jego wyposażenie techniczne, nie może być wyższy niż czynsz za lokal dotychczasowy.

Intencja Ustawy jest jasna – nie powinno się wysiedlać mieszkańców do innych lokali po zakończeniu remontu i powinni oni zostać przywróceni do tego samego, wyremontowanego lokalu.

Jest też pewne, że remonty są też celowo przedłużane, aby utrudnić powroty. Co do zasady, wszyscy lokatorzy powinni mieć gwarantowany powrót do lokalu w ramach istniejącego stosunku najmu.

2) Urzędnicy uwielbiają wprost wypowiadać umowy najmu i wciąż żądać podpisywania nowych wniosków i przechodzenia nowych weryfikacji, nawet wtedy, gdy nie ma dla tego uzasadnienia. Musimy tu zadać konkretne pytanie: czy osoby wysiedlone na czas wykonanie remontu będą mogły wrócić do starego lokalu na takich samych warunkach, w ramach istniejącej umowy i z takim czynszem?

3) Warto pamiętać, że eksperci są zdania, że instalacja centralnego ogrzewania w większości przypadków nie wymaga wysiedlania lokatorów. Miasto już przeprowadzało takie remonty bez wysiedlenia lokatorów. Oprócz tego, wiemy, że czasami Dzielnice próbowały wysiedlić mieszkańców bez potrzeby. Ci, którzy się nie zgodzili, nadal mieszkają bez większego problemu w tych budynkach mimo trwającego remontu. Czy powstanie naprawdę niezależne ciało, które będzie w stanie zweryfikować decyzje o wysiedleniu na czas remontów i sprawdzić, czy rzeczywiście było konieczne? Oczywiście nie mamy na myśli lewych ekspertów wynajętych przez Miasto.

To tylko niektóre z nasuwających się pytań.

Chcielibyśmy się też dowiedzieć, co z lokatorami z ul. Lubelskiej 30/32. Miasto planuje przekształcenie ich lokali i z tego względu chce ich wysiedlić. Czy władze mają dalej zamiar „przekształcać” lokale komunalne w coś innego? Czy lokatorzy z Lubelskiej będą mieli możliwość powrotu do swoich mieszkań, czy też zostaną zastąpieni przez artystów?

Ostatnie pytanie dotyczy naszego lokalu. Jak Pan wie, bo pan odpowiada za ten plan, zamierzacie nas wygonić i wprowadzić na nasze miejsce OPS po remoncie budynku, choć sam OPS tego nie chce. Czy my też możemy wrócić do naszego lokalu po remoncie? Co z naszymi sąsiadami z budynku?

Regularnie płacimy czynsz, a Miasto - naszym zdaniem bezprawnie – nalicza nam podatek od nieruchomości, choć nie jesteśmy właścicielami. Okazuje się, że choć płacimy jakbyśmy byli właścicielami, nawet nie będziemy mieli prawa zachować lokalu po remoncie. Co to za sprawiedliwość? Zainwestowaliśmy w remont zaniedbanego przez Miasto lokalu, tak jak wielu innych lokatorów, a teraz, gdy nareszcie będą obiecywane remonty, nie będziemy mogli z nich skorzystać?

Prosimy o szczere odpowiedzi, bo nieprawdy nasłuchaliśmy się już dość.

Skomentuj Koniec wysiedlania lokatorów – czy dopiero początek?

Targowa 56: Kłujący w oczy przykład gentryfikacji

November 13, 2016 - 7:05 pm

kreatywnoscWładze miasta od dawna używały terminu „rewitalizacja dzielnicy”, tak jakby była ona martwym obszarem, zamieszkałym tylko przez duchy, które muszą być przywrócone do życia za pomocą inżynierii społecznej.

Bardziej odpowiada prawdzie termin „gentryfikacja”, czyli proces wysiedlania i ekonomicznego wypierania dotychczasowych mieszkańców, na korzyść lepiej usytuowanych warstw społecznych. Budynek przy Targowej 56 i wiele innych na Pradze opowiada podobną historię.

Ten obszar był zaniedbywany całymi latami. Władze nie remontowały domów komunalnych i pozwoliły im popaść w ruinę. Niektóre domy są w tak złym stanie, że już nikt nie powinien w nich mieszkać. Wielu domom pozwala się dalej popadać w ruinę, a te, które zostaną wyremontowane, w większości zostaną przeznaczone na zasób mieszkaniowy dla klasy średniej lub na projekty, takie jak „Centrum Kreatywności” przy ul. Targowej 56.

Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz stwierdziła, że Centrum będzie służyć wzmocnieniu biznesu w dzielnicy. Cały projekt rewitalizacji opiera się na takim podejściu. Gdy poważne fundusze są przeznaczane na stymulowanie biznesu (innymi słowy, publiczne pieniądze są przeznaczane na wspieranie prywatnego biznesu), znacznie mniej środków jest przeznaczanych na poprawę warunków życia mieszkańców dzielnicy osiągających niskie dochody. W wizjach rozwojowych dzielnicy jest coraz mniej miejsca dla takich ludzi.

Ta polityka jest wspierana bardzo konkretnie przez europejskie instytucje, które zapewniają finansowanie tych projektów. W drodze wyjątku, czasami usłyszymy ostrzeżenie jakiegoś eksperta na temat wykluczenia społecznego. Jednak nawet wtedy nie jest to zaadresowane do tych ludzi, którzy faktycznie mieszkają na danym obszarze, ale do grona badaczy i decydentów, którzy chcą narzucić swoją inżynierię społeczną dzielnicy. Te „dobre intencje” prowadzą do piekła tych, którzy nie są w stanie znaleźć mieszkań o przystępnej cenie i którzy są wysiedlani w wyniku likwidacji publicznego zasobu mieszkaniowego z niskimi czynszami.

Przerobienie Targowej 56 na centrum dla przyszłych biznesmenów i „kreatywnych” kosztowało 30 milionów złotych. Dla porównania, projekt nowego osiedla na Targówku, w którym powstanie 156 mieszkań, wraz z infrastrukturą społeczną, taką jak żłobki i przychodnie, będzie kosztować 40 milionów złotych.

Z pewnością pieniądze wydane na Centrum Kreatywności mogły posłużyć do wyremontowania 2-3 starych budynków i zapewnienia mieszkań komunalnych i socjalnych dla dziesiątek rodzin.

Dlaczego protestujemy?

W dniu 14 listopada będziemy protestować przed budynkiem na ul. Targowej 56 w czasie trwania konferencji, w której weźmie udział wielu aktorów procesu gentryfikacji. Wśród nich będzie teflonowy wiceprezydent Michał Olszewski (ten którego nie zwolnili po skandalu reprywatyzacyjnym). Olszewskie próbuje zamienić wiele budynków w dzielnicy na pracownie artystyczne i biura organizacji pozarządowych, zamiast starać się zachować tak wiele budynków komunalnych, jak to tylko możliwe.

Jednak organizacje takie, jak Komitet Obrony Praw Lokatorów mogą również zostać usunięte w trakcie tego procesu. Budynek, w którym mieści się nasze biuro również zostanie poddany rewitalizacji. Choć Miasto mogłoby oddać wyremontowane budynki dotychczasowym najemcom, dzieje się inaczej i już powstały plany, kto ma mieć swoją siedzibę w tym miejscu zamiast Komitetu.

Proces wysiedlania jest czymś haniebnym. Tysiące lokatorów w całej dzielnicy uiszczały opłaty czynszowe i inwestowały własny czas i pieniądze w doprowadzenie swoich mieszkań do stanu umożliwiającego zamieszkanie, podczas gdy władze Miasta ograniczały się do pobierania opłat. Po dziesięcioleciach oczekiwania na remonty, lokatorzy z nich nie skorzystają.

W ciągu ostatnich miesięcy, przedstawiciele Miasta zaczęli udawać, że „zależy im” na lokatorach. Jednocześnie realizują politykę, która najbardziej ich krzywdzi. Nie chodzi nawet tylko o gentryfikację. Wiele organizacji lokatorskich całymi miesiącami spotykało się z panem Olszewskim i innymi przedstawicielami Miasta na temat problemów mieszkaniowych i problemów z nieprawidłowościami w reprywatyzacji i rabunku własności publicznej wartości setek milionów złotych. Jednak nasze wątpliwości były zbywane i udawano, że nic się nie stało. Nie akceptujemy faktu, że ludzie, którzy celowo ignorowali korupcję na tak gigantyczną skalę wciąż odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu przyszłości tego miasta.

Gentryfikatorzy i „eksperci” - mamy już was dość! Praga jest dla jej mieszkańców i nie tylko tych, których akceptujecie!

1 komentarz na temat Targowa 56: Kłujący w oczy przykład gentryfikacji

Odszkodowania dla lokatorów i konieczna zmiana polityki mieszkaniowej

October 16, 2016 - 10:40 pm

komitet-logo
Komitet Obrony Praw Lokatorów od lat podnosi, że lokatorom budynków reprywatyzowanych należą się odszkodowania za doznane przez nich krzywdy. Zależy nam jednak także na tym, by powstrzymać dalsze występowanie tych krzywd i naprawić błędy systemowe, które na nie pozwalają.

Najbardziej oczywistym problemem są podwyżki czynszów w sytuacji, w której umowa jest przekazywana nowym właścicielom. Umowa najmu traci w takich okolicznościach swoje cechy umowy najmu lokalu komunalnego. Lokatorzy tracą w ten sposób prawa nabyte, gwarantowane im przez Państwo w ramach pomocy mieszkaniowej. Pozbawienie prawa najmu lokalu komunalnego powoduje konkretną wyliczalną szkodę, uszczerbek majątkowy lokatora. Sąd Najwyższy w swojej Uchwale z dnia 24 maja 2002 r. (sygn. akt III CZP 28/02) uznał, że wartość prawa najmu lokalu komunalnego stanowi różnica między czynszem wolnym a czynszem regulowanym z uwzględnieniem, w konkretnych okolicznościach sprawy, okresu prawdopodobnego czasu trwania najmu.

Ale to nie jest jedyna szkoda, którą ponoszą lokatorzy. Właściwie należałoby utworzyć cały katalog krzywd, które stają się ich udziałem.

Jak wiemy, kupcy roszczeń już wielokrotnie występowali do sądów o odszkodowania za utracone zyski. Marzena Kruk dostała już 38 mln. z publicznych środków. Ale lokatorzy nie mają takich samych możliwości, jak dobrze ustosunkowani inwestorzy i elity prawnicze związane z warszawską reprywatyzacją. Często nie mają nawet sił, by borykać się z sądami widząc, że są wrogo do nich nastawione. Z każdym dniem staje się coraz bardziej jasne, że sądy i prokuratury rutynowo po prostu ignorowały wszelkie nieprawidłowości związane z reprywatyzacją.

Aby sprawiedliwości stało się zadość, trzeba przeznaczyć środki na wypłatę odszkodowań dla lokatorów. Znamy wielu lokatorów, którzy wpadli w spiralę zadłużenia z powodu braku pomocy ze strony Miasta. Skoro władze postanowiły po prostu oddać mieszkańców w prywatne ręce, jak dodatek do nieruchomości, przekreślając swoje zobowiązania wobec nich, powinny teraz ponieść konsekwencje takiego postępowania.

Szczegółowe propozycje nie zostały, póki co, wypracowane. Mamy jednak kilka dość istotnych uwag:

1. Najpierw należy zlikwidować źródło problemu. W żadnych okolicznościach nie powinno dochodzić do oddawania kamienic z lokatorami. Jeśli jednak już zostały oddane, Miasto powinno NATYCHMIAST zaproponować lokale zamienne lub płacić różnicę pomiędzy czynszem komunalnym, a czynszem wyznaczanym przez nowego właściciela.

Ofiary reprywatyzacji muszą czekać bardzo długo na propozycje najmu lokalu z zasobów Miasta, a czasem w ogóle ich nie otrzymują. Warunkiem koniecznym jest posiadanie wypowiedzenia umowy najmu albo czynsz przekraczający tzw. stawkę odtworzeniową. Czynsz nawet o 100% wyższy niż dotychczas nie gwarantuje, że wniosek o lokal będzie pozytywnie rozpatrzony. Gminy regularnie odmawiają umieszczania mieszkańców na listach osób oczekujących na lokale, nawet jeśli nie stać ich na nowy czynsz lub znajdują się już w okresie wypowiedzenia umowy najmu. Takim lokatorom każe się czekać aż do samego końca okresu wypowiedzenia, czyli do momentu, gdy zaczyna im grozić bezdomność.

Tego typu praktyki muszą się zmienić. W innym przypadku, szkody ponoszone przez lokatorów będą tylko wzrastać.

2. Nie możemy przyjąć żadnego scenariusza jednorazowej wypłaty zryczałtowanych odszkodowań, które nie byłyby powiązane z realnymi szkodami poniesionymi przez lokatorów.

Niestety, nie brakuje przykładów prób wygaszenia roszczeń przez jednorazową wypłatę odszkodowań o wiele niższych, niż poniesione szkody. Co gorsza, wiąże się to często ze zrzeczeniem się prawa do innych roszczeń. Są lokatorzy, którzy wskutek reprywatyzacji wpadli w długi rzędu 20 tys. lub nawet 200 tys., a są tacy, którzy w ogóle nie mieli drastycznych podwyżek czynszu. Nie byłoby zatem sprawiedliwe wypłacenie takiej samej kwoty odszkodowania w ramach jednorazowej rekompensaty. Odszkodowanie powinno pokryć przynajmniej zadłużenie wynikające z podwyżek czynszów przez prywatnego właściciela. To oznacza, że wszystkie sprawy muszą zostać rozpatrzone indywidualnie.

Forma rozpatrywania wniosków o odszkodowanie wymaga dopracowania. Ale jedno jest jasne – jeśli sądy będą działać tak, jak dotychczas, problem nie zostanie nigdy rozwiązany. Wszystkie bariery prawne stojące na drodze do dochodzenia roszczeń przez lokatorów powinny zostać zlikwidowane.

3. Miasto powinno ponieść odpowiedzialność za uchylanie się od przyznawania lokali komunalnych dla lokatorów, którzy zostali już zreprywatyzowani.

Chcemy zwrócić uwagę na dokument stanowiący część tzw. „Białej Księgi” zatytułowany „Obowiązek wydawania decyzji dekretowych”.
Ten dokument opisuje konsekwencje dyscyplinarne (a nawet majątkowe), które mogą zostać poniesione przez urzędników, którzy nie dość szybko realizują zwroty nieruchomości. Opieszałość urzędniczą narażająca lokatorów na brak lokali zamiennych lub powstawanie zadłużenia czynszowego należałoby potraktować w taki sam sposób i obarczyć urzędników osobistą odpowiedzialnością w razie nie zapewnienia lokali zamiennych.

Skoro administracja dąży do jak najszybszego przekazania nieruchomości, powinna także dążyć do jak najszybszego przyznania nowego lokalu lub pokrycia wyższego czynszu lokatora. Urzędnicy odpowiedzialni za utratę lokalu lub wystąpienie zadłużenia powinni ponieść konsekwencje, w tym majątkowe, za odmowę udzielenia pomocy lokatorom.

W sprawie odszkodowań dla lokatorów jest jeszcze wiele do przedyskutowania. Odszkodowania mogą się należeć również lokatorom, którzy nie byli poszkodowani przez reprywatyzację.

Komitet Obrony Praw Lokatorów stoi na stanowisku, że potrzebne są zarówno zmiany legislacyjne, jak i zmiany w polityce przyznawania lokali. Koniecznością jest też natychmiastowe powstrzymanie zwrotów nieruchomości z lokatorami. Komitet wyraża chęć uczestniczenia w ewentualnych zespołach lub komisjach, które będą dążyć do rozwiązania tych problemów, jednak inicjatywy w tym zakresie nie powinny wypływać ze strony obecnych władz Warszawy, ze względu na ich zupełny brak wiarygodności.

Komitet Obrony Praw Lokatorów

Warszawa, dnia 16 października 2016 r.

Skomentuj Odszkodowania dla lokatorów i konieczna zmiana polityki mieszkaniowej

Gentryfikacja przez zaniechanie

October 1, 2016 - 9:45 pm

olszewskiO planach dotyczących kamienicy położonej przy ul. Stalowej 29 i o spotkaniu, które odbyło się w dniu 27 września pisaliśmy już tutaj. Na spotkaniu wystąpił m.in. wiceprezydent Miasta Michał Olszewski.

Przedstawiciele Komitetu Obrony Praw Lokatorów zadawali szereg pytań dotyczących remontów kamienic i wysiedlania lokatorów komunalnych. W szczególności pytano o to, dlaczego podwyżki czynszów wprowadzone w 2009 r. nie zostały wykorzystane po to, by wyremontować zasoby miasta i dlaczego tyle lat czekano z remontami, by w końcu przekazać kamienice Towarzystwom Budownictwa Społecznego, które rządzą się zupełnie innymi zasadami i przeznaczone są dla osób zamożniejszych, niż większość lokatorów komunalnych.

Podwyżki z 2009 r. były jednym z katalizatorów powstania naszego komitetu lokatorów. Organizowaliśmy wtedy protesty przeciw podwyżkom. Mówiliśmy też już wtedy, że uważna lektura Wieloletniego planu gospodarowania zasobem mieszkaniowym wskazuje, że jedynie 70 groszy za metr z 3-złotowej podwyżki czynszu zostanie wykorzystane na remonty kamienic. Reszta trafi do kasy miasta i nie zostanie przeznaczona na utrzymanie rozsypujących się nieruchomości.

Już wtedy było jasne, że Miasto nie zamierza naprawdę remontować kamienic komunalnych. Mimo to, dyrektor miejskiego Biura Polityki Lokalowej Beata Freudenheim-Wrońska mówiła: “W tym roku spodziewamy się ok. 35 mln dodatkowych wpływów z podwyższonych czynszów. W przyszłym roku będzie to ok. 70 mln zł. Pieniądze przeznaczymy na remonty budynków.”

Czy dziwi więc, że po tylu latach obłudy i wprowadzania lokatorów w błąd, nie mamy ochoty rozmawiać z tymi samymi osobami w ramach tzw. Komisji Dialogu Społecznego?

Ekipa rządząca miastem już nas przyzwyczaiła do dyskretnego mijania się z faktami. Nie budzi więc zaufania kolejna “pomyłka” wiceprezydenta Michała Olszewskiego, popełniona na spotkaniu poświęconym Stalowej 29. Stwierdził on, że podwyżki czynszów z 2009 r. nie mogły zostać przeznaczone na remont tego budynku, gdyż już wtedy istniała decyzja Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego o wysiedleniu budynku. Jednak Komitet Obrony Praw Lokatorów dysponuje kopią decyzji Nr. IIIOT/210/2011 z 1 czerwca 2011 r., która dopiero w 2011 r. nakazywała opróżnienie budynku. Generalny remont budynku, gdy był on częścią zasobów mieszkaniowych Gminy, tak by mógł służyć lokatorom komunalnym, nie był nigdy planowany. Po prostu czekano aż do momentu, gdy budynek będzie w tak złym stanie, że nie będzie innego wyjścia oprócz wysiedlenia lokatorów. Tym sposobem otworzyła się możliwość zasiedlenia go zamożniejszymi mieszkańcami po wykonaniu remontu przez TBS, w ramach gentryfikacji dzielnicy.

Przedstawiamy zapis audio fragmentu spotkania, gdzie padły wspomniane wypowiedzi.

Skomentuj Gentryfikacja przez zaniechanie

Nowi biedni – czyli dla kogo będzie mieszkalnictwo „społeczne”

September 29, 2016 - 12:20 pm

14484696_819249258177052_752752770962935198_nW dniu 27 września odbyła się prezentacja projektu remontowanej kamienicy przy ul. Stalowej 29. Na prezentacji wystąpili wiceprezydent Miasta Michał Olszewski, Joanna Erbel z Fundacji Blisko oraz Adam Godusławski, Prezes TBS Warszawa Południe. Komitet Obrony Praw Lokatorów odwiedził spotkanie, aby skonfrontować machinę propagandową Miasta z rzeczywistością.

Następnego dnia pojawiła się informacja prasowa, że Miasto remontuje 23 budynków dla ludzi o niskich dochodach. Niestety ich definicja „niskich dochodów” jest dość zaskakująca. Te budynki będą należeć do TBSów i w związku z tym kryterium dochodowe dla 1 osoby będzie wynosić 7265,03 zł i 10897,54 zł dla 2 osób. Czyli dla singla kryterium będzie około 350% wyższe niż w przypadku lokalu komunalnego.

stal2

Włodarzom Miasta zależy, aby promować swój wizerunek i mówić o tym, jak to rzekomo „pomagają” ludziom o niskich dochodach. Z tym, że traktują osoby zarabiające 7 tysięcy jak osoby z niskim dochodem (zgodnie z mottem Elżbiety Bieńkowskiej: „za mniej niż 6 tysięcy pracuje tylko idiota”).

Sprawdziliśmy oświadczenie majątkowe wiceprezydenta. Ostatnie, które znaleźliśmy (nieaktualne, ale nowszych nie da się znaleźć) pokazuje, że tylko z tytułu pracy jako wiceprezydent, Olszewski otrzymuje ponad 20 tys. zł miesięcznie. Jeszcze ma ciepłą posadę w Radzie Nadzorczej spółki Metro Warszawskie – czyli 24-25 tys. co miesiąc. Tak, dla takich panów, 7 tys. to jest prawdziwa bieda.

Olszewski i Prezes Godusławski publicznie nie chcieli mówić o tych kryteriach. Pytaliśmy ich wprost, ale unikali odpowiedzi. Godusławski tłumaczył jedynie, że to jest ustalone w ustawie i dopiero jak podaliśmy konkretne liczby z ustawy, przyznał rację. Godusławskiego także pytano, ile będą kosztować te remonty i jak to wygląda w porównaniu do wydatków na budownictwo komunalne i socjalne dla osób o naprawdę niskich dochodach. Nie był w stanie podać konkretnych liczb i kosztów danej inwestycji i stwierdził, że jeszcze nie wie ile to ma kosztować.

Skandalicznym faktem jest to, że osoby naprawdę potrzebujące pomocy Miasta pozostają w beznadziejnej sytuacji. Lokatorzy reprywatyzowanej kamienicy przy ul. Brzeskiej, którzy mają niskie dochody, nie mogą nawet trafić na listę oczekujących na lokale, mimo że nie są w stanie płacić narzuconych im czynszów. Tak więc zadłużają się. Lokatorzy reprywatyzowanych kamienic, należących do spółki czyścicieli Feniks, mają czynsze na poziomie 30 lub 40 zł za metr. Teraz chcą im narzucić 60 zł za metr. Więc są ludzie, którzy mają czynsz w wysokości 3000 zł, przekraczający ich dochód i nie dostają pomocy lub czekają w kolejce. Z drugiej strony, niektórzy szczęśliwi „nowi biedni” z zarobkami rzędu 7 tys. mogą wynająć kawalerkę za mniej więcej 500 zł za miesiąc.

stal3

Gdzie się podziała jakakolwiek zasada pomocy najbardziej potrzebującym? To nie jest tak, że jesteśmy przeciw mieszkalnictwu dla ludzi o średnich dochodach. Oni też potrzebują sensownych ofert najmu, których wolny rynek im nie dostarcza. Ale w pierwszej kolejności powinno się zadbać o ludzi będących w większej potrzebie, mających bardzo niskie dochody, m.in reprywatyzowanych lokatorów. Dopiero jak ich potrzeby zostaną zaspokojone, możemy pomyśleć o tych, którzy zarabiają 5 tys. lub więcej. Bo prawdę mówiąc, dla tych najuboższych każdy dzień bez pomocy, to zagrożenie bezdomnością i narastanie ogromnego zadłużenia. Oni po prostu nie mogą czekać. Natomiast, osoba zarabiająca 7 tys. zł może sobie wynająć mieszkanie na wolnym rynku. Frazę „proszę sobie wynająć mieszkanie na wolnym rynku” słyszeliśmy już setki razy z ust urzędników i polityków w odniesieniu do lokatorów, którzy o 100 zł przekraczali kryterium dochodowe dla lokali komunalnych. Drodzy urzędnicy, jeśli ktoś kto zarabia odrobinę więcej niż pensja minimalna jest waszym zdaniem w stanie wynająć mieszkanie na wolnym rynku, to tym bardziej osoba zarabiająca 7 tys. będzie w stanie to zrobić.

Lokatorów starał się uspokoić specjalista od PR-u, wiceprezydent Olszewski. W odniesieniu do puli lokali komunalnych, Olszewski zdradził, że Miasto może podnajmować lokale z TBS-ów lokatorom komunalnym. To też sposób, by uniknąć budowy nowych domów komunalnych. Nie podano żadnych szczegółów (ile będzie takich lokali?) więc trudno powiedzieć czy jest w ogóle o czym rozmawiać.

Ukraść biednym, aby dać bogatym – tak wygląda polityka gentryfikacji w Warszawie.

Skomentuj Nowi biedni – czyli dla kogo będzie mieszkalnictwo „społeczne”

Stop wysiedlaniu Prażan!

September 26, 2016 - 12:09 am

imageProtest przeciwko niszczeniu praskiej społeczności, gwałceniu praw lokatorów oraz wysiedlaniu Prażan.
Wtorek 27.09, o godz. 17:30 na ul. Jagiellońskiej 54 (pl. Hallera)

Kamienica przy ul. Stalowej 29 jest jednym z czołowych projektów gentryfikacji dzielnicy Praga-Północ. Projekt ten powstaje z lekceważeniem praw lokatorów oraz w ramach oczyszczania Pragi z osób niezamożnych.

Pięć lat temu, lokatorzy kamienicy zostali wysiedleni z powodu złego stanu budynku. Taka jest sytuacja wielu budynków w dzielnicy (jednak są ludzie, którzy mieszkają w dużo gorszych). Jeśli budynek wymaga remontu i nie da się go przeprowadzić z lokatorami w środku, Miasto powinno wykwaterować ich na okres nie dłuższy niż rok i po zakończonym remoncie przywrócić ich do zajmowanych wcześniej lokali, w ramach tej samej umowy najmu. To znaczy, gdyby Miasto zamierzało przestrzegać prawa. Na ul. Stalowej i w wielu innych sytuacjach, urzędnicy obeszli jednak te przepisy przez zaniedbanie remontów w odpowiednim czasie. Gdyby Miasto chciało remontować ten budynek dla dotychczasowych mieszkańców, miało możliwość to zrobić. Jednak tego nie chciało.

Plany gentryfikacyjne, nazwane, aby zamydlić ludziom oczy, „rewitalizacją”, polegają na tym, aby wykurzyć jak najwięcej niezamożnych osób z dzielnicy, aby otworzyć przestrzeń dla innych – bogatych, średniozamożnych, oraz tych, którzy będą im dostarczać atrakcji i rozrywki – artystów i restauratorów, itd. W pierwszej kolejności, wyrzuceni ze swoich domów zostaną lokatorzy mieszkań komunalnych i socjalnych. Ich domy zostaną albo zreprywatyzowane lub przekształcone w coś innego, np. w TBSy. Tak właśnie się stało z kamienicą przy ul. Stalowej 29.

Ludzie, którzy uczciwie pracowali, płacili czynsz, czekali dekady, aby miasto rozpoczęło remonty swoich budynków. Lokatorzy często sami remontowali swoje lokale, aby móc tam w ogóle zamieszkać, inwestując swoje pieniądze i czas. Teraz, kiedy budynki nareszcie będą remontowane, okazuje się, że to nie dla nich. Nie wiadomo jaka część lokatorów może zostać na Pradze i cieszyć się remontowanymi budynkami, ale podobne programy rewitalizacyjne w Łodzi wyczyściły do 70% lokatorów z zajmowanych przez nich mieszkań.

TBSy na Stalowej będą przeznaczone dla ludzi o kilka razy większych dochodach, niż osoby korzystające z zasobów Miasta. Obecnie kryterium dla TBSów, to – dla 1 osoby – 7265,03 zł, dla 2 osób – 10897,54 zł, dla 3 osób - 13319,22 zł i dla 4 osób – 15740,90 zł. Czynsze będą także kilka razy wyższe. Budynek będzie posiadać 12 lokali mieszkalnych. Przed remontem posiadał 13.

Niestety, pomocy w tym odrażającym procesie oczyszczania Pragi z dotychczasowej społeczności, na korzyść lepiej usytuowanych klas, udziela też Fundacja Blisko, prowadzona m.in. przez pseudo-lewicowo-społeczną aktywistkę, Joannę Erbel. Jej zadaniem jest sprzedanie tego procederu liberałom, hipsterom i części kulturalnej elity jako czegoś fajnego – wielopokoleniowej kamienicy. Oczywiście większość kamienic na Pradze już jest wielopokoleniowa. Ale tu chodzi o kreowanie pozytywnego wizerunku czegoś, co w ogóle nie powinno mieć miejsca.

Stalowa 29, to nie jest jedyny problem na Pradze. Nieco dalej (już w dzielnicy Praga-Południe), lokatorom z ul. Lubelskiej 30/32 też grozi wysiedlenie z dzielnicy. Kamienica już została remontowana kilka lat temu, ale teraz urzędnicy planują wyrzucenie lokatorów, z których większość mieszkała tam całe życie, aby zrobić miejsce dla pracowni dla artystów.

Znowu mamy do czynienia z czyszczeniem Pragi z lokalnej społeczności. Elity tego miasta chcą zasiedlić naszą dzielnicę i mieć w niej inne atrakcje, innych ludzi. Nadużywają swojej władzy, by przeprowadzić swoją wojnę klasową przeciw osobom gorzej usytuowanym. Procedury gentryfikacyjne, co też jest związane z bandycką reprywatyzacją, prowadzą nawet do śmierci osób starszych, które nie są w stanie wytrzymać stresu i eksmisji.

W niektórych sytuacjach lokatorzy stref, które miały być „rewitalizowane” mieli nadzieje, że wreszcie będą mieszkać w warunkach normalnych dla XXI wieku, np. będą mieli łazienki czy centralne ogrzewanie. Ale także pojawiły się nowe zwroty budynków, jak na Ks. Ziemowita. Tam ludzie nie mogą się spodziewać nowych lokali w najbliższym czasie, a Gmina nawet nie chce przyjąć od nich wniosków. Ponieważ zła polityka mieszkaniowa Miasta nie przewiduje, aby ludzie żyjący w okropnych warunkach otrzymali nowe mieszkania (chyba, że budynek jest w bardziej atrakcyjnej lokalizacji i może zostać TBSem). Ta polityka nie przewiduje, że gdy budynek zostanie zreprywatyzowany, lokatorzy automatycznie i w krótkim okresie dostaną nowe lokale. W gentryfikowanej prawej części Warszawy, są ludzie żyjący w okropnych warunkach mieszkaniowych, którzy płacą za dużo za czynsz w porównaniu do swoich dochodów, ponieważ Miasto nie buduje wystarczającej liczby mieszkań komunalnych i robi tak jak z kamienicą przy ul. Stalowej 29 – uszczupla zasoby komunalne, by tworzyć miejsce dla bardziej zamożnych.

Mówimy dość tej polityce i tym politykom! Gentryfikatorzy won z Pragi! Wysiedlenia stop!

Chcemy Pragi dla wszystkich, a nie tylko dla bogatych i elit!

We wtorek 27.09, o godz. 17:30 na ul. Jagiellońskiej 54 (pl. Hallera) odbędzie się PR-owe przedstawienie Miasta, TBSów oraz Fundacji Blisko o projekcie przy Stalowej 29 (być może też o innych projektach). Celem tego przedstawienia jest zabieganie o wsparcie elit i mieszkańców dzielnicy dla planów przekazania mieszkalnictwa komunalnego w ręce bardziej zamożnych.

Na spotkaniu będzie obecny wiceprezydent Miasta, Michał Olszewski. Olszewski przed laty miał prowadzić „dialog społeczny” z organizacjami lokatorskimi, ale kompletnie olał większość problemów, w tym informacje o nieprawidłowościach podczas warszawskich reprywatyzacji. Zamiast sprawdzić i ukrócić te nadużycia, jedynie polecił Marcinowi Bajko (już na szczęście zwolnionemu ze stanowiska za udział w machlojkach), by nam tłumaczyć, że wszystko jest w porządku.

Na spotkaniu będzie też obecna Joanna Erbel. Erbel niedawno zaczęła powtarzać kłamliwe twierdzenia Miasta dotyczące polityki lokalowej i krytykować niskie czynsze, posługując się neoliberalną retoryką rynkową. Jej rolę w gentryfikacji Pragi można określić jako użyteczną dla władz. Ma za zadanie sprzedać projekt wyczyszczenia Miasta jako coś, co stworzy fajną, zintegrowaną społeczność.

Ostatnim gościem będzie przedstawiciel TBS-ów. Chcemy podkreślić, że nie jesteśmy przeciwko TBSom, bo to stosunkowo dostępne cenowo mieszkania dla pewnej części społeczeństwa, która oczywiście powinna mieć więcej ofert. Natomiast stanowczo sprzeciwiamy się procesowi przekształcania mieszkań komunalnych i socjalnych dla niezamożnych na TBSy. Sprzeciwiamy się też wysiedlaniu mieszkańców z dzielnic, by zrobić miejsce dla osób z innych klas społecznych.

Zapraszamy lokatorów komunalnych, zreprywatyzowanych i innych, którzy chcą wyrazić swój sprzeciw, aby byli obecni na spotkaniu i skonfrontowali władzę i przedstawicieli elit z rzeczywistością.

Skomentuj Stop wysiedlaniu Prażan!

Symboliczne mikrozmiany to za mało! Konfrontując dyskurs Miasta i elit z rzeczywistością

September 25, 2016 - 2:38 pm

Niniejszy artykuł jest inspirowany nie tylko ogólną sytuacją warszawskich lokatorów, ale także stanowi bezpośrednią odpowiedź na artykuł Joanny Erbel opublikowany dwa tygodnie temu w Dzienniku Opinii. Z kolei jej artykuł jest, przynajmniej w części, krytyką oświadczenia Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, opublikowanego na tym samym portalu. Artykuł Erbel jest zatytułowany „Ustawa Reprywatyzacyjna to za Mało”. Pomimo obiecującego tytułu, artykuł jest o tyle niepokojący, że powtarza wiele twierdzeń, które są moim zdaniem całkowicie niezasadne i służą jedynie dezinformowaniu opinii publicznej o faktycznej sytuacji warszawskich lokatorów.

Nie jestem osobą promowaną przez elity tego miasta, więc pozwolę sobie przedstawić się czytelnikom. Od wielu lat jestem działaczką społeczną i jedną z założycielek Komitetu Obrony Praw Lokatorów. Od lat działamy w obronie osób pokrzywdzonych przez złą politykę rządu i miasta, walczących o swoje fundamentalne prawa, o dach nad głową. Te osoby często spotykają się ze skandalicznym traktowaniem ze strony czyścicieli kamienic, ale także ze strony urzędników Ratusza i Dzielnic. Niestety, skala krzywd doznawanych przez lokatorów w tym mieście jest masowa. Spotkałam się dosłownie z tysiącami ludzi, którzy borykają się z dramatycznymi problemami.

Inne organizacje lokatorskie działające w stolicy spotykają się z podobnymi przypadkami. Od wielu lat przekazywaliśmy władzom informacje o problemach w polityce mieszkaniowej, ale reakcja Miasta nigdy nie była odpowiednia do wagi problemu. Zwykłe rozwiązywano pojedyncze przypadki, które dawaliśmy jako przykład, czy wprowadzano kosmetyczne poprawki, które nijak się miały do powagi i skali problemu.

Niestety, Joanna Erbel w swoim tekście jedynie powtarza PRowe tezy urzędników Miasta i nie oferuje czytelnikom żadnych informacji na temat tego, jak w praktyce działa polityka mieszkaniowa w Warszawie. Pozwolę sobie więc zwrócić uwagę na niektóre fakty, które wpływają na naszą ocenę sytuacji.

Joanna Erbel, pisząc prawie jak rzecznik władz Miasta, tłumaczy nam:

“Obecnie kolejka do mieszkań komunalnych w Warszawie wynosi 3900 osób. Jednak co roku do zasobu komunalnego trafia około 1,5-1,8 tys. osób. Widać koniec tej kolejki, nawet jeśli pojawiają się w niej nowe osoby.”

oraz:

„Na nadzwyczajnej sesji Rady Miasta wiceprezydent Michał Olszewski tłumaczył, że przy już zaplanowanych nakładach na mieszkalnictwo w ciągu trzech lat uda się zaspokoić potrzeby wszystkich lokatorek i lokatorów „dekretowych”…”

Chciałabym przedstawić dlaczego te twierdzenia nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Wyjaśnienie tego jest dość złożone, ale możemy zacząć od wytłumaczenia, na czym polegają problemy i jak błędna polityka Miasta spowodowała ogromne pogorszenie sytuacji dziesiątek tysięcy mieszkańców Warszawy. Chciałabym zacząć od propagandy sukcesu uprawianej przez władze miasta, niestety powtarzanej przez Erbel bez żadnej krytycznej refleksji.

Zacznijmy od tzw. „pomocy” dla lokatorów z reprywatyzowanych kamienic.

Erbel, zgodnie z prawdą, powiedziała, że kryterium dochodowe dla osób z reprywatyzowanych zasobów zostało powiększone. Niestety, to nie pomogło większości lokatorów, ponieważ istnieją inne problemy, które uniemożliwiają lokatorom ubieganie się o lokale komunalne. Same statystyki Miasta pokazują, że większość osób z reprywatyzowanych mieszkań nie dostała nowych lokali. W naszym przekonaniu te statystyki i tak są zmanipulowane, gdyż nie pokazują, ile osób otrzymało mieszkania komunalne o takim samym standardzie.

Z jednej strony, kryterium dochodowe zostało powiększone, ale lokatorzy reprywatyzowani musieli spełnić inne kryteria. Np. musieli mieć wypowiedzenia umowy najmu, aby starać się o te lokale. To nie jest tak, że jak ktoś dowie się, że został zreprywatyzowany, idzie do gminy, składa wniosek i dostaje nowy lokal. Większość lokatorów z tych zasobów albo nie dostają wypowiedzenia umowy najmu od razu, albo wcale.

To oznacza, że bez tego wypowiedzenia, lokator będzie musiał pozostać w lokalu o podwyższonym czynszu, często będzie się zadłużać i będzie nękany przez nowego właściciela. Taka sytuacja może trwać latami zanim lokator będzie mieć możliwość ubiegania się o nowy lokal.

Konfrontując propagandę miasta z rzeczywistością, najbardziej skutecznym sposobem, aby dostać wypowiedzenie umowy jest nie płacić czynszu ponad 3 miesiące i zadłużyć się. Dzisiaj byliśmy u grupy lokatorów z Targówka i oni relacjonowali swoje doświadczenia w Gminie, gdzie zwrócili się po pomoc (więcej o rzekomej „pomocy prawnej miasta nieco później). W Gminie dowiedzieli się, że nie mogą ubiegać się o nowe lokale, bo mają gdzie mieszkać i nie kwalifikują się do najmu. Jak starali się składać wnioski, w okienku odmówiono im nawet przyjęcia dokumentów. Jedyna wskazówka, jaką dostali od urzędników, to propozycja, by zadłużyli się u prywatnego właściciela, żeby wypowiedział im umowę najmu.

Lokatorzy, co zrozumiałe, byli wzburzeni i zdezorientowani. W kamienicy mieszka też jedna pani, która od dawna nie płaciła czynszu i ma już wyrok o eksmisję. Czeka na wskazanie lokalu socjalnego. Jak się okazuje, ta Pani ma najlepszą sytuację w budynku. Ponieważ nie płaciła czynszu. Jedna z lokatorek, bez żadnych pretensji do sąsiadki, pytała, jak to jest możliwe? Jak to może być, że my ciężko pracujemy, nigdy nie zalegaliśmy z czynszem do Gminy, a teraz, jak jesteśmy w tej sytuacji, gdzie nas za chwilę nie będzie stać na nowy czynsz, jesteśmy w gorszej sytuacji do pani, która niestety od dawna nie była w stanie płacić?

Co więcej, lokatorzy chcieli dowiedzieć się, czy jeśli się zadłużą, będą musieli ponosić konsekwencje (np. odsetki, koszty egzekucji komorniczej) i czy wtedy będą mieli gwarancję, że ich wnioski zostaną rozpatrzone pozytywnie?

Tak się składa, że znamy odpowiedź na te pytania. Bo znamy wielu lokatorów, którzy otrzymali wypowiedzenia, a mimo to urzędy odrzucają ich wnioski z najróżniejszych przyczyn. Np., lokatorzy z ulicy Brzeskiej. Składali wnioski, ale dostali odmowy, ponieważ nie mieli wypowiedzenia umowy najmu. Pomyśleli sobie, że poproszą właścicielkę, aby wypowiedziała im umowy. Tak się też stało. Po doręczeniu wypowiedzenia umowy, wrócili do gminy, składali wnioski. Ale znów dostali odmowę, ponieważ przez 3-letni okres wypowiedzenia mają gdzie mieszkać. Powiedziano im, by składali wnioski dopiero wtedy, gdy skończy się ten 3 letni okres wypowiedzenia. To znaczy wtedy, gdy nie będą mieć już żadnego tytułu prawnego do lokalu i staną się faktycznie bezdomnymi. Wtedy mogą składać wnioski. A potem czekać nikt nie wie jak długo na pozytywne rozpatrzenie wniosku, a potem jeszcze nikt nie wie jak długo na wskazanie lokalu.

Powyżej opisane dwie sytuacje nie są pojedynczymi przypadkami. Takie sytuacje zdarzają się bardzo często i możemy bez wątpienia powiedzieć, że to jest raczej norma. To, że ktoś szybko znajduje się na liście osób oczekujących na nowy przydział, to raczej wyjątek. I w międzyczasie, lokatorzy są narażeni na wysokie czynsze, niepewność i czasami nękanie ze strony właścicieli.

Ponieważ spotkaliśmy się już z setkami przypadków odmowy przyznania lokali, możemy odnieść się do twierdzenia Erbel że jest taka ilość osób czekających na lokale, że końca kolejki nie widać. A więc, Asiu… jest tylko tyle osób w kolejce, bo miasto celowo stworzyło takie zasady, które uniemożliwiają większości osób z zasobów reprywatyzowanych nawet starać się o nowe lokale. Zapotrzebowanie na te lokale jest kilka razy wyższe. Osób kwalifikujących się pod względem dochodów jest kilka razy więcej. Jak to opisałam wyżej, po prostu większość osób w potrzebie finansowej nie może spełnić innych kryteriów. Później omówimy inne przyczyny odmowy lokali. Katalog przyczyn zdaje się nie mieć końca i jest ciągle wzbogacany nowymi wymysłami urzędników.

Propaganda sukcesu Miasta polega m.in. na tworzeniu pozorów, że nie ma problemu, że sytuacja jest pod kontrolą. Z naszego doświadczenia z urzędnikami Miasta, szczególnie z takimi postaciami jak Wiceprezydent Olszewski, nawet jeśli pokażemy setki przypadków odmów, będą bronić swojej polityki i udawać, że rzeczywiście pomagają ludziom. Jednak, w naszym przekonaniu, pomoc miasta jest skierowana tylko do nielicznych i jest pozorna. Gdyby urzędnicy rzeczywiście chcieli pomóc lokatorom ze zreprywatyzowanych mieszkań, powinni od razu zaoferować im nowe mieszkania według tego samego standardu. Ale nie mogą tego robić, bo tyle mieszkań po prostu nie ma. I nie ma planów, aby zbudować ich wystarczająco na miarę potrzeb. Zamiast tego, Miasto i Gminy wymyślają nowe sposoby, aby wykreślić ludzi z listy osób oczekujących i odmówić jak największej liczbie osób.

Teraz kilka słów o tzw. „lokatorze wrażliwym”. Takie zmiany oczywiście nie były z nami konsultowane, ponieważ, gdyby były, moglibyśmy od razu powiedzieć, co jest nie tak. Pierwszym założeniem tego pojęcia było to, by emeryci i renciści mogli wnioskować o nowy lokal w sytuacji gdzie podwyższono czynsze powyżej poziomu 3% stawki odtworzeniowej, czyli obecnie 14.44 zł za metr. Wytłumaczę, jak to wygląda w rzeczywistości.

Wielu administratorów budynków i kamieniczników już zdaje sobie sprawę, że jeśli od razu wprowadzą wysokie czynsze (powiedzmy 15 zł za metr), będziemy zachęcać lokatorów do składania pozwów o uznanie niezasadności podwyżki czynszu. Tylu lokatorów złożyło takie sprawy, że kamienicznicy zaczęli wprowadzać podwyżki na poziomie, który nie może być zaskarżony (bo nie umożliwia tego ustawa), czyli na poziomie niższym niż 3% stawki odtworzeniowej. Może to być np. o jeden grosz mniej niż stawka odtworzeniowa, powiedzmy 14.43 zł za metr.

Lokatorom, którzy otrzymali czynsz w takiej wysokości odmawia się przyznania lokali, gdyż „nie są wrażliwi”.

Kilka miesięcy temu, zrobiliśmy skandal w jednej Gminie, ponieważ jedna starsza pani, która dostała odpowiedź odmowną, bo nie była „wrażliwa” miała czynsz wyższy niż jej emerytura. Po tym jak zmarł jej mąż i syn, pozostało jej dość duże mieszkanie. Zaczęliśmy mocno krytykować pojęcie „lokatora wrażliwego”. Bo kto jest „wrażliwy” jeśli nie ta pani? Jakim sukcesem była więc taka „pomoc”, z której większość ludzi i tak nie może skorzystać.

Proszę pomyślcie więc, drodzy czytelnicy. Ktoś ma czynsz na poziomie 15 zł za metr. Ma 30 metrów mieszkania, 1500 zł emerytury, jest zdrowy, ale czynsz przekracza tą magiczną liczbę, więc jest uznany za wrażliwego. Inna osoba ma czynsz 14 zł za metr, ale ma 50 metrów, nie ma centralnego ogrzewania, więc płaci za prąd, ma 1000 zł emerytury i płaci za leki… ale nie jest lokatorem wrażliwym.

Coś się ruszyło w mieście po skandalu z reprywatyzacyjną i nagle są zmiany w uchwale o najmie lokali. Niektóre są dobre. Ale oczywiście to by było zbyt wiele, oczekiwać, że ktoś z Miasta będzie z nami się spotykać i pytać o opinie organizacji lokatorskich (nie mówiąc o tym, że nowelizacja uchwały była w tajemnicy procedowana w komisjach). Nie będziemy jednak milczeć, dopóki problemy lokatorów nie zostaną kompleksowo rozwiązane, a ludzie nie zaczną być traktowani w sposób godny. Nowelizacja uchwały, na pierwszy rzut oka, wygląda dobrze, bo teraz lokatorem wrażliwym jest też osoba, który ma czynsz znajdujący się w rażącej dysproporcji do dochodu. Czyli, osoba z powyższego przykładu, z czynszem wyższym niż cała jej emerytura, nareszcie otrzyma pomoc.

Niestety, nowelizacja Uchwały jest także wadliwa. Na dzisiejszym spotkaniu z lokatorami spytano mnie, co to wszystko znaczy. Czy oni są wrażliwymi czy nie, jeśli nie stać ich na ten nowy czynsz?
No właśnie. Czy możemy odpowiedzieć na to pytanie? Czy ktoś starał się ustalić np. konkretny procent dochodu – np. 50%? 75%? Niestety prawdziwa odpowiedź jest taka: nie zdefiniowano pojęcia „rażąca dysproporcja”, więc pewnie każdy wniosek będzie rozpatrywany indywidualnie i znowu pozostawiono furtkę, by odmawiać najmu lokali. Nikt nie wie, co w przekonaniu urzędnika stanowi „rażącą dysproporcję”.

I proszę tu czytelników, żeby znowu nie powtarzali w ciemno propagandy elit, lecz pomyśleli o konkretnych przypadkach.

Lokator A z reprywatyzowanych zasobów ma czynsz 1000 zł, ale 2000 zł pensji. Lokator B w tej samej sytuacji czynszowej ma płacić 1000 zł, ale ma 1500 zł dochodu. Lokator C ma 1000 zł czynszu, ale 1300 zł pensji.

No i moi drodzy, kto tu jest wrażliwy? Większość z nas szybko odpowie, że lokator C. Ale czasem też sytuacja jest bardziej skomplikowana. Np. może lokator B jest bez centralnego ogrzewania, a lokator C ma centralne ogrzewanie. Rachunki za prąd są więc bardzo różne. Lub lokator B jest chory i ma komornika i spłaca zadłużenie. Jeśli myślicie, że Miasto bierze to pod uwagę, to pomyślcie jeszcze raz.

Dalej, powiedzmy, że wszyscy uznajemy, że lokator C jest jak najbardziej wrażliwym najemcą i musi otrzymać nowy lokal komunalny. Więc tak – lokator C, dostaje lokal gdzie zapłaci powiedzmy 8 zł za metr. Lokator B może zostaje w lokalu z czynszem 14 zł za metr. A lokator D, który zarabia 1100 zł miesięcznie, dostaje lokal socjalny i ma czynsz 4-krotnie niższy, pomimo faktu, że nie zarabia dużo mniej niż lokator C, uznawany za wrażliwego.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że ustalenie sprawiedliwych kryteriów (do czego wrócę nieco później), nie jest łatwe. Jednak z naszego przykrego doświadczenia wiemy, że bez konkretnego ustalenia kryterium wrażliwego lokatora, będzie niestety bardzo dużo odmów wobec osób, które faktycznie są w potrzebie. Bo dotychczas, widzimy wciąż i wciąż, że ta polityka nie działa i nie pomaga ludziom, tak jak powinna.

Dodatkowo należy zadać pytanie, dlaczego „lokatorem wrażliwym” nie jest osoba mieszkająca w tragicznych warunkach? Dzisiaj byliśmy u jednej starszej Pani, która dostała odmowę na wniosek i jej powiedziano, że ona nie jest wrażliwa, bo jej czynsz nie przekracza 14.44 zł za metr. A mieszka w oficynie, bez ogrzewania. Jak weszłam do jej „mieszkania” (bo to duże słowo), zaczęła mnie boleć głowa chyba w ciągu 5 sekund. Cały budynek jest zagrzybiony i to może powodować poważne choroby. Kobieta stara, schorowana. Jej powiedziano, że trzeba się cieszyć, są ludzie w gorszej sytuacji. Pewnie może dostać zaświadczenie lekarskie, bo chyba już straciła zdrowie, ale znamy wiele przypadków, gdzie Gmina ma to gdzieś. Nawet jeśli ktoś już jest umierający, potrafią zostawić ich w koszmarnych warunkach, bez ogrzewania, bez ciepłej wody, bez możliwości poruszania się.

Miasto rewitalizuje? Niestety ta kamienica, będąca - o dziwo - w obszarze, która ma być rewitalizowany, jakoś się nie łapie. Warunki mieszkaniowe powinny już być poprawione dawno temu. Podwyższono czynsze w 2009 r. i ogłoszono, że to będzie na remont. Ale remontowano kamienice takie, jak przy ul. Narbutta czy Radzymińskiej, tam gdzie były roszczenia i gdzie chciano zrobić prezent z publicznych pieniędzy jakiemuś dobrze ustosunkowanemu z władzami właścicielowi. Innych kamienic się nie remontuje „bo mogą być roszczenia”. A gdy kamienice zostaną zwrócone, to już nie problem Gminy.

Chciałabym dowiedzieć się, co pani Joanna by powiedziała gdyby ona musiała w tej oficynie zamieszkać nawet na rok, bez możliwości przenocowania u lepiej usytuowanych przyjaciół, bez pieniędzy na kompleksowy remont. Jaka by była jej ocena „pomocy” miasta?

Wracając do problemu, nie przyjęto żadnej polityki, która by pomogła większości osób dotkniętych reprywatyzacją. Do niedawna, panowało takie myślenie, że lokatorzy komunalni to „roszczeniowcy”, którzy nie chcą brać kredytów, jak normalni pracowici Polacy. Takie wypowiedzi spotkaliśmy nawet u wysoko postawionych urzędników lokalówki, którzy teraz udają, że chcą poprawić sytuację. Ale sytuacja tak naprawdę już jest tragiczna, inaczej niż twierdzi Joanna Erbel. Nie widać kolejki po mieszkania, bo większość osób nawet do niej nie trafiła.

Katalog przyczyn, dla których odmówiono prawa do nowego lokalu jest naprawdę imponujący. Wśród nich są i takie: ktoś składał wniosek nie w tej Gminie. Np., mieszka w gminie X u kogoś bo nie ma lokalu, składa wniosek według miejsca przybywania w gminie X, ale dostaje odmowę z informacją, że ma składać w gminie Y, bo tam miał ostatni meldunek. Potem gmina Y odpowiada, że nie jest bezdomny, bo ma gdzie mieszkać w gminie X. Nie, to nie jest wyjątek. Ludzie tracą dach na głową, nie mają żadnego tytułu najmu, śpią kątem w kuchni siostry. Gmina nalega, by napisali gdzie przybywają, więc piszą i dostają informację zwrotną, że mają gdzie mieszkać. W najgorszym przypadku, siostrze wypowiedziano umowę najmu, bo gmina dowiedziała się, że bez zgody właściciela pozwoliła komuś tam zamieszkać.

Nie, nie żartuję. Wiele takich przypadków udokumentowaliśmy i działaliśmy w obronie tych osób. Spotkaliśmy już kilkadziesiąt przypadków, gdy Gmina sugerowała, żeby osoby bez mieszkania lub ubiegające się o nowe mieszkanie zamieszkały u rodziny lub bez zgody właściciela pozwolili komuś tam mieszkać - zazwyczaj, konkubentom lub rodzinie.

Inne przyczyny dla odmowy? Zadłużenie. Lokator zadłużył się, więc dostał wypowiedzenie umowy. A potem nałożono karę – podwójny czynsz w wysokości stawki odtworzeniowej (zresztą nielegalnie naliczany i stanowiący połowę rzekomego zadłużenia lokatorów wobec Miasta). Zresztą nawet spłacenie zadłużenia nie powoduje przywrócenia umowy najmu, bo zgodnie z przepisami nie musi.

Albo lokator zainstalował toaletę bez zgody właściciela. Albo posiada działkę niezabudowaną 100km od Warszawy. Albo zbył inną nieruchomość z ciągu ostatnich lat. Dwa lata temu uchylono taki wymaganie, ale nadal ludzie muszą o tym pisać w formularzu i nadal lokatorzy dostają odmowy z takiego tytułu. Zdarzają się nawet takie historie jak historia starszej pani, która miała zadłużenie w lokalu komunalnym i dostała spadek – zadłużone mieszkanie siostry. Sprzedała mieszkanie i spłaciła zadłużenie siostry oraz część swojego zadłużenia. Ale nie przywrócono jej umowy najmu. Gdy starała się o nowy lokal, odmówiono jej, bo zbyła mieszkanie – choć ten przepis już wtedy nie obowiązywał.

Fantazja urzędników nie zna granic. Czasami nie wiadomo skąd biorą się te „przepisy”. Czasami spotykamy się z nowymi twierdzeniami, powołującymi się na nieznane przepisy. Np. w tym tygodniu lokatorka z reprywatyzowanej kamienicy, która dostała wskazanie lokalu w innej kamienicy z roszczeniami (a więc z deszczu pod rynnę), prosiła o przydział w nowym budynku. Ale Gmina twierdzi, że niestety nowe zasoby miasta nie są dla lokatorów reprywatyzowanych, bo reprywatyzowani lokatorzy, to już nie są lokatorzy komunalni, tylko lokatorzy z prywatnych zasobów. Ładnie, prawda?

Co prowadzi nas do następnego problemu. Nikt nie wie, czy wierzyć ludziom w urzędach czy nie, bo, niestety, czasami mówią kompletną nieprawdę. Przytoczenie wszystkich przykładów wymagałoby odrębnego artykułu. Joanna Erbel, powtarzając linię PRu urzędników miejskich, argumentuje, że Miasto wprowadziło darmowe porady prawne dla lokatorów. Świetnie. Od tego czasu 3-4 razy więcej osób przychodzi do nas. Czasami z powodu porad, które uzyskali od Miasta.

Ciekawe jak wiele publicznych środków idzie na opłacenie prawnika, który mówi starszej pani, że nie jest wrażliwa i że trzeba się zadłużyć i czekać nie wiadomo jak długo, by uzyskać realną pomoc? Potrzebne są inwestycje w nowe mieszkalnictwo, a nie w kadry prawników, którzy i tak nie mogą przeskoczyć durnych przepisów. Ale jest nawet gorzej.

Drodzy czytelnicy, może wiecie, co oznacza być solidarnie odpowiedzialnym za długi. W praktyce to oznacza, że czasami do nas przychodzą nastolatki, które otrzymały kilkadziesiąt tysięcy złotych długu od mamy i taty, którzy nie poradzili sobie z czynszem i jakoś tak zostało. Nasza rekordzistka, to młoda matka, mieszkająca i tak pół życia w domu dziecka, która dostała 100 tys. długu.

A tu jest zasadnicza różnica pomiędzy naszymi poradami, a poradami Miasta. Połowa zadłużenia lokatorów wywodzi się z kar nielegalnie nałożonych na lokatorów, oraz z odsetek. A dodatków mieszkaniowych odmówiono akurat tym lokatorom z długami. I uważam to za skandal, że młody człowiek jest uznawany za winnego. Skarbnik miasta nie chce umorzyć długu, ale co jeszcze… często duża część zadłużenia jest przedawniona. Ale czy lokator może uzyskać taką informację od prawników miasta? Oczywiście, że nie, bo jest tu konflikt interesów. Miasto nie będzie informować lokatora, żeby wnosił o umorzenie długów z tytułu przedawnienia.

Pewna młoda kobieta, cała zapłakana, przyszła kiedyś do nas i odpowiedziała o swoich doświadczeniach z prawnikami z miasta. Dano jej do rozumienia, że może jest coś co może zrobić, ale prawnicy Miasta nie mogą tego powiedzieć. Zasugerowano, że może powinna „poszukać prawnika”. Wydało jej się to dziwne, bo jej nie stać na prawnika i dlatego zwróciła się o pomoc prawną do Miasta.

To przykre, że prawnik Miasta z litości przekazał informację między wierszami, choć inni dłużnicy nie otrzymali nawet takiej zawoalowanej wskazówki. Mówiono im, że trzeba płacić i że potem otrzymają umowę najmu – choć nawet po spłaceniu kazano im opuścić lokal.

Mogłabym napisać całe tomy o wszystkich problemach i skandalicznych przypadkach, które znamy.

Podsumowując, nie możemy powiedzieć, że Miasto starało się rozwiązać problemy. Miasto, najwyraźniej starało się podtrzymać takie praktyki, których efektem było pozbycie się jak największej liczby lokatorów i przyjęcie takich rozwiązań, by jak najmniej pomóc ludziom.

Joanna Erbel, moim zdaniem, posługuje się wieloma argumentami rynkowych liberałów i całkiem niesłusznie broni stanowiska Miasta, które zaostrzyło kryzys mieszkaniowy i nie reagowało odpowiednio, aby temu zapobiec w znaczącym stopniu.

Co gorsza, ten artykuł powstał w odpowiedzi na bardziej zrozumiałą reakcję innego stowarzyszenia lokatorów. Stowarzyszenia lokatorów od lat mówią o problemach mieszkaniowych i przekrętach reprywatyzacyjnych. Teraz, o wiele lat za późno, problem stał się wreszcie głośny.

Oczywiście, nie sugeruję, że nie wolno krytykować konkretnych pomysłów. Ale nie broniąc urzędników skorumpowanego i obojętnego na los lokatorów Miasta.

Co do innego punktu, trochę zgadzam się, że czasami hasła nie są do końca przemyślane i mogą brzmieć populistycznie. Jeśli chodzi o powrót do czynszów z poziomu przed 2009 r., oczywiście to nie jest taka prosta kwestia. Niedawno napisaliśmy naszą opinię o założeniach programu Mieszkanie + i obiecaliśmy, że jak szczegóły trafią do konsultacji, prześlemy nasze postulaty. Według nas, nowe mieszkalnictwo społeczne z czynszami na poziomie 5% wartości odtworzeniowej jest zbyt drogie dla wielu, ale do przyjęcia dla innych. Istnieją luki – np. pomiędzy czynszami komunalnymi i 5%, a także pomiędzy czynszem socjalnym, a czynszami komunalnym. Chcemy proponować, aby były nie dwie stawki czynszu, ale więcej, z wyższym kryterium dochodowym. Aby ludzie pracujący, ale nie tak biedni, mieli okazje mieszkać w czynszówkach z dostępnym czynszem, ale także żeby istniały tańsze opcje dla ludzi niezamożnych. Rozwój tej pierwszej kategorii najemców pozwoliłby na większy dochód z mieszkalnictwa, umożliwiający budowę większej liczby zasobów. Nie mówimy, że czynsz ma całkowicie pokrywać koszty utrzymania, bo to zaprzecza podstawowej zasadzie pomocy mieszkaniowej państwa dla osób niezamożnych. Jesteśmy gotowi proponować konkretne pomysły, by poprawić tę sytuację.

To nie jest tak, jak ktoś może wnioskować po lekturze artykułu Erbel, że organizacje lokatorskie nie wnoszą konkretnych propozycji, tylko posługują się populistycznymi hasłami. Konkretne propozycje były i to wiele, ale zazwyczaj nie ma woli władz Miasta, aby cokolwiek zrobić z tymi propozycjami. Zamiast inwestować w najpilniejsze potrzeby mieszkańców Warszawy, pieniądze idą na drugorzędne projekty. Na Targówku, gdzie byliśmy dziś, publiczne pieniądze idą za imprezy sąsiedzkie, ale sąsiedzi nie mają ogrzewania i niedługo nawet mogą nie mieć dachu na głową.

To nie znaczy, że jesteśmy przeciwko imprezom sąsiedzkim. Wręcz przeciwnie. Ale nie może być tak, że Miasto daje priorytet zabawie i zostawia lokatorów na lodzie. Nie powinno być tak, że Miasto planuje wysiedlanie ludzi z domów, gdzie mieszkali 40-60 lat, aby ich mieszkania zostały przekształcone na pracownie dla artystów. Przeciwko takim praktykom będziemy głośno protestować. I mamy nadzieję, że pani Erbel szybko się zorientuje, że nie warto stać po tej samej stronie barykady co politycy Miasta, którzy chyba niedługo jeszcze utrzymają się u władzy. Nie akceptujemy faktu, że programy Miasta pomijają najbardziej potrzebujących i są przeznaczone przede wszystkim dla osób z tej klasy społecznej do której należy Joanna Erbel.

Laure Akai

Skomentuj Symboliczne mikrozmiany to za mało! Konfrontując dyskurs Miasta i elit z rzeczywistością

Top