Media
Posłowie pracują nad ułatwieniem eksmisji
Po tym jak Trybunał Konstytucyjny zwrócił uwagę na nieprecyzyjność zapisów dotyczących eksmisji lokatorów, w nowej ustawie o ochronie praw lokatorów pojawią się zapisy uskuteczniające pracę komornika.
Zmiany w prawie dotyczą przede wszystkim kwestii pomieszczeń tymczasowych - tych, do których trafiać mają eksmitowani dłużnicy bez orzeczenia o prawie do lokalu socjalnego lub zamiennego. Według obecnie obowiązującego prawa nie można eksmitować lokatora, jeśli nie zostało wskazane pomieszczenie tymczasowe, do którego mógłby się przenieść. W kodeksie postępowania cywilnego czytamy: “komornik wstrzyma się z dokonaniem czynności do czasu, gdy gmina wskaże tymczasowe pomieszczenie lub gdy dłużnik znajdzie takie pomieszczenie”. W praktyce przepisy nie są jednak dostatecznie precyzyjne.
Nie wiadomo choćby na jaki okres powinny być udostępniane lokale tymczasowe. “Termin tymczasowe sugeruje, że na okres przejściowy, a zatem nie na czas nieoznaczony” - czytamy w uzasadnieniu do nowej ustawy. Tymczasem w funkcji pomieszczeń tymczasowych występuje najczęściej zasób mieszkaniowy gminy. Ten z kolei (z wyjątkiem lokali socjalnych lub przejściowych) może być wynajmowany tylko na czas nieokreślony. W efekcie pogmatwanych przepisów, wiele przypadków egzekucji jest nieskutecznych, a dłużnicy - z powodu braku lokalu tymczasowego - pozostają w mieszkaniach, które powinni opuścić.
W związku z brakiem zapisów nakazujących to wprost, gminy również nie pomagają w usprawieniu procesów egzekucji zalegających z długami. W związku z tym posłowie podjęli inicjatywę zmierzającą do uzupełnienia obecnej ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego.
W przygotowanym projekcie do ustawy wprowadzono pojęcie pomieszczenia tymczasowego, rozszerzono katalog obowiązków gminy o obowiązek wskazywania tymczasowego pomieszczenia, a także określono maksymalny okres udostępniania takiego pomieszczenia.
Tymczasowe pomieszczenie - zgodnie z zapisami kpc - powinno “nadawać się do zamieszkania, zapewniać co najmniej 5 mkw powierzchni mieszkalnej na jedną osobę, znajdować się w tej samej miejscowości lub pobliskiej, jeżeli zamieszkanie w tej miejscowości nie pogorszy nadmiernie warunków życia przekwaterowanych”.
Umowa o odpłatne użytkowanie takiego tymczasowego pomieszczenia będzie mogła być zawarta na czas oznaczony, nie dłuższy niż 12 miesięcy.
Malwina Wrotniak
Bankier.pl
Kolejni wywłaszczeni przez tandem Sykulski-Dulski
Kolejna odsłona działalności biznesowej tandemu dwóch działaczy mokotowskiej PO. Wyrzucili z domu mieszkańca Białołęki. Okazuje się, że w podobnym stylu postępowali wobec przejętego domu komunalnego w Wawrze
W domu przy ul. Trawiastej 22 w willowej części Anina przez kilkadziesiąt lat mieszkało osiem rodzin - bez bieżącej wody, z toaletą na podwórku. Kilka lat temu niespodziewanie nieruchomość przeszła na własność nieznanego im właściciela.
Miły, ale bezwzględny
- Moi rodzice mieli komunalną umowę najmu, odziedziczyłam ją - wspomina jedna z lokatorek domu przy Trawiastej (nazwisko znane redakcji). I opowiada: - Nasze kłopoty zaczęły się, gdy pięć lat temu pod nasz dom podjechało drogim samochodem dwóch panów. Wyższy, blondyn, ok. 30 lat, oświadczył, że jest właścicielem nieruchomości, że odziedziczył ją w ramach reprywatyzacji. Drugi, korpulentny, myśleliśmy, że to jego pomocnik.
Potem okazało się, że tych dwóch panów to opisywany już przez nas tandem mokotowskich działaczy PO - Paweł Dulski i Paweł Sykulski. Są kolegami i wspólnikami. Dulski od lat jako wiceszef koła na Mokotowie grał pierwsze skrzypce w tamtejszej PO. - Chwalił się, że robi świetne interesy w branży nieruchomościowej - wspomina jeden z warszawskich działaczy PO. Sykulski przewodniczy komisji rewizyjnej w radzie Mokotowa, działa w dzielnicowej komisji mieszkaniowej, szefuje w biurze poselskim Tadeusza Rossa.
- Dulski na początku sprawiał wrażenie bardzo miłego, ale szybko zorientowałam się, że to człowiek bezwzględny - mówi inna była mieszkanka domu przy ul. Trawiastej (nazwisko znane redakcji). Po pewnym czasie lokatorzy dostali pismo informujące, że Paweł Sykulski kupił od Dulskiego Trawiastą 22.
Bez ludzi droższa ziemia
Nowy właściciel podnosi lokatorom czynsz. - Za 50-metrowe mieszkanie bez bieżącej wody musiałam płacić miesięcznie 700 zł - żali się była lokatorka Trawiastej 22.
- Płaciłam, ale mówił, że musimy sobie szukać innych mieszkań, że ma dobrego prawnika i nas wykwateruje - mówi jedna z lokatorek. - A jeśli nie posłuchamy, dzielnica da nam mieszkania w komunalnej ruderze przy ul. Kresowej. Baliśmy się, bo jedną z mieszkanek, która tylko z nim, a nie z gminą miała umowę, wyrzucił zimą na bruk.
- Byłam w ciężkiej sytuacji, z trojgiem dzieci, bez pomocy ich ojca. Sykulski pewnego dnia oświadczył, że już dłużej nie mogą mieszkać przy Trawiastej, i musiałam nagle wynieść wszystkie swoje rzeczy przed dom - wspomina wyrzucona lokatorka (nazwisko znane redakcji).
Drewniany dom zamieszkany przez kilka rodzin był niewiele wart. Pokaźny majątek stanowiła duża działka, na której stał. - Chcieli się nas szybko pozbyć, aby sprzedać tę ziemię bez obciążeń - mówią byli mieszkańcy Trawiastej 22.
Udało się. Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego uznał, że stan domu przy Trawiastej zagraża bezpieczeństwu mieszkańców. Gmina traktuje ich w takich sytuacjach priorytetowo. Wszyscy dostali od dzielnicy zamienne lokale w innych domach komunalnych w Wawrze, ale o najniższym standardzie.
Działka przy Trawiastej nie należy już do Sykulskiego. Zapewne sprzedał ją pod budowę luksusowego apartamentowca. Za ile, ujawnić nie chce. Być może częścią dochodów z tego tytułu jest przeszło 250 tys. zł ujawnione w obowiązkowym oświadczeniu majątkowym ze sprzedaży nieruchomości. Pytamy o tę sprawę Pawła Sykulskiego, ale rozmawiać nie chce. Prosi o pytania na piśmie, ale na nie nie odpowiada.
Razem i solowo
W maju opisaliśmy inną transakcję z udziałem tandemu Sykulski - Dulski. Chodziło o mieszkanie przy ul. Jana Husa w Białołęce. Mężczyźni działali według schematu takiego jak przy ul. Trawiastej. Dulski kupił je wraz z zameldowanym lokatorem i próbował go wyrzucić. Po niespełna dwóch miesiącach sprzedał mieszkanie Sykulskiemu ze 100-tysięcznym przebiciem. Po zmianie zamków lokator znalazł się na bruku, choć jak się później okazało w sądzie, miał prawo mieszkania przy Jana Husa.
Opisaliśmy też historię apteki prowadzonej przez Karola El Kashifa przy zbiegu Puławskiej i Rakowieckiej. Aptekarz podnajmował lokal od jubilera Andrzeja Zgirskiego. Obaj przedsiębiorcy nie mogli się dogadać.
Pewnego dnia Dulski przyjechał do apteki, przedstawił się El Kashifowi jako anioł Zgirskiego. Jubilera namawiał do użycia siły wobec aptekarza. - Niech on [El Kashif] wypierd… przez weekend. Tu postawić mu nad głową kata i niech go ten kat katuje - radził jubilerowi. Ostatecznie Zgirski siłą, bez wyroku sądu wyrzucił aptekę.
W reakcji na nasz tekst władze warszawskiej Platformy zawiesiły Dulskiego w prawach członka partii. Obiecały, że zbadają dogłębnie sprawę. Wobec Pawła Sykulskiego nie wyciągnęły konsekwencji.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Na co Miasto wydaje pieniądze
Urzędnicy miejscy mieli oszczędzać, a zamiast tego lekką ręką wydają fortunę na materiały promocyjne. Tymczasem za te pieniądze można by było wyremontować sypiące się kamienice komunalne
Jeszcze niedawno urzędnicy miejscy zapowiadali szumnie wielkie cięcia i oszczędności. Jednak na gadżety promocyjne nie żałują grosza. Lekką ręką planują wydać nawet 800 tys. zł na breloczki, parasoli, wskaźniki laserowe i inne bzdury. - To skandal! Za te pieniądze powinni odnowić nasze domy - oburzają się mieszkańcy zrujnowanych kamienic komunalnych.
Władze stolicy jeszcze niedawno narzekały, że dochody miasta spadły i trzeba ciąć wydatki, ale właśnie ogłosiły przetarg na wykonanie i dostawę materiałów reklamowych i promocyjnych. Mają to być m.in. parasolki, długopisy, breloczki, magnesy na lodówkę, a nawet wskaźniki laserowe. Wartość zamówionych produktów ma być mniejsza, niż równowartość 193 tys. euro, co oznacza, że gadżety mogą kosztować nawet 800 tys. zł! - To kolejny przetarg na materiały promocyjne w roku bieżącym, bo w poprzednim postępowaniu warunki zostały spełnione tylko dla części z nich - tłumaczy Katarzyna Ratajczyk z Biura Promocji Miasta. - Kwota jaka ma być przeznaczona na to zamówienie zostanie podana na otwarciu ofert, a związane jest to z chęcią uzyskania jak najlepszej ceny na zamawiane produkty - dodaje.
Warszawiacy są oburzeni. - Za te pieniądze mogliby wyremontować naszą kamienicę! - denerwują się lokatorzy mieszkań komunalnych przy ul. Okrzei 28. - Miasto wydaje majątek na bzdury, a nasz dom się rozpada! - dodają.
Budynek ma 110 lat i od wojny nie był remontowany. Gdy zaczął się rozsypywać w piwnicach wstawiono słupy podpierające konstrukcję. W mieszkaniach popękały ściany i stropy, wszędzie wdziera się grzyb. - Strach tu mieszkać - mówią ludzie. - Od lat prosimy miasto o remont, ale ciągle słyszymy, że nie ma pieniędzy.
Jak widać, urzędnicy nie mogą zrozumieć, że dużo lepszą promocją miasta, niż breloczki lub parasolki są zadbane kamienice i zadowoleni ludzie.
http://www.fakt.pl/Wydadza-800-tys-zl-na-bzdurne-gadzety-,artykuly,77755,1.html
Łódź: Eksmitowani grozili samobójstwem
Brygada antyterrorystyczna wdarła się do mieszkania, w którym zabarykadowała się czteroosobowa rodzina. Lokatorzy kamienicy przy ul. Więckowskiego w Łodzi mają być eksmitowani, grozili samobójstwem.
We wtorek przed południem do mieszkania na pierwszym piętrze kamienicy przy ul. Więckowskiego w Łodzi miał wejść komornik z policją. Lokatorzy mieszkania nie wpuścili ich do środka. Zamknęli się, grozili, że popełnią samobójstwo - skoczą z okien lub potną się nożami.
Na miejsce ściągnięto straż i policję - w tym kilkunastu funkcjonariuszy z łódzkiej brygady antyterrorystycznej. Zablokowano dla ruchu fragment ul. Więckowskiego. Ze względów bezpieczeństwa w całej kamienicy odcięto gaz i prąd.
Ilona Gadomska, administratorka domu: - Córka lokatorów pokazała nam zaświadczenie, że ma HIV. Boimy się, by podczas interwencji nie zraniła nas albo policjantów.
Na miejsce ściągnięto też lekarza, by zbadał eksmitowanych. Ci wpuścili go do środka. Magdalena Zielińska, rzeczniczka łódzkiej policji: - Po rozmowie z lokatorami lekarz stwierdził, że cała czwórka jest w bardzo złym stanie psychicznym i że konieczne jest umieszczenie ich w szpitalu psychiatrycznym. Poprosił o interwencję policji, by służby medyczne mogły bezpiecznie zająć się chorymi.
Podjęto decyzje o użyciu brygady antyterrorystycznej. Dwadzieścia minut po godz. 14, antyterroryści przypuścili szturm na mieszkanie - wybili bronią szyby w oknach i wdarli się do środka. Po kilku minutach wyprowadzili dwie kobiety. Zajęli się nimi lekarz i ratownicy medyczni. Po kolejnych kilkudziesięciu minutach wyprowadzili syna. Był agresywny, szarpał się i krzyczał. Na koniec wywieźli na wózku starszego z mężczyzn - ojca. Także on trafił do karetki.
Lokatorzy nie płacą czynszu od pięciu lat, dług urósł do 30 tys. zł. Trzykrotnie próbowano ich eksmitować do przyznanego im przez gminę lokalu socjalnego, za każdym razem bez skutku, bo stawiali opór i grozili samobójstwem.
- Dzisiaj wstrzymałam wynoszenie rzeczy z mieszkania, bo cała rodzina zamiast do mieszkania zastępczego trafiła do szpitala. W tej chwili nie wiadomo, kiedy z niego wyjdzie - powiedziała Gadomska. Pomoc eksmitowanym mieszkańcom obiecała poseł Zdzisława Janowska (SdPl), która przyjechała do kamienicy w czasie eksmisji.
Źródło: Tokfm.pl
Przegrana w sądzie reprywatyzowanych lokatorów
Lokator z Nowego Światu przegrał przed sądem sprawę mieszkańców zreprywatyzowanych budynków, ale nie zamierza się poddawać. I tworzy front w obronie lokatorów
Oskar Hejka z Nowego Światu wytoczył proces, gdyż chciał w imieniu matki udowodnić, że lokatorzy oddawani przez gminę w prywatne ręce razem z domami są traktowani niezgodnie z konstytucją. Z dnia na dzień tracą możliwość płacenia niskiego czynszu, nie mogą wykupić mieszkań na własność, a także nie mają pewności, że zachowają prawo najmu mieszkania. Lokator liczył na to, że sąd zada w tej kwestii pytanie Trybunałowi Konstytucyjnemu. Nie udało się ani w pierwszej instancji (o czym pisaliśmy kilka miesięcy temu), ani w drugiej. Wczoraj apelacja Oskara Hejki została prawomocnie oddalona, z powodów formalnych. Nie oznacza to jednak końca sprawy.
- Sąd okręgowy nie będzie zajmował się kwestią sprawiedliwości czy niesprawiedliwości - mówił sędzia i pochwalił Oskara Hejkę: - Można chylić czoła nad olbrzymią pracą pełnomocnika. Część swoich wywodów mógłby przenieść do wystąpienia do Trybunału Konstytucyjnego jako obywatel.
Niezadowolenia z werdyktu nie kryli dawni lokatorzy komunalni, a dziś mieszkańcy oddanych w prywatne ręce domów, który od początku procesu sekundują panu Oskarowi. Wczoraj do sądu przyszło ok. 30 osób.
- Na pewno wystąpię do Trybunału - zapowiada Oskar Hejka. - A na razie szykujemy się na wrzesień.
Organizacje lokatorskie starają się o kolejną nadzwyczajną sesję Rady Warszawy, która ma być poświęcona polityce lokalowej miasta. - Spotykamy się z mieszkańcami, namawiamy ich, aby przyszło ich na sesję jak najwięcej - tłumaczy Janusz Baranek z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. - Widać ruch lokatorów, pytają, co szykujemy, co robimy.
Andrzej Grabowski ze Stowarzyszenia Obrony Mieszkańców Tykocińskiej dodaje: - Ludzie z organizacji są skarbnicą wiedzy i mają informacje od warszawiaków, którzy do nich przychodzą po pomoc, w jakich punktach przepisy nie działają albo działają źle. Będziemy chcieli stworzyć przestrzeń do dyskusji z urzędnikami i radnymi.
Zdaniem społeczników radni powinni zgodzić się na powołanie okrągłego stołu, obiecanego przez władze miasta na kwietniowej sesji poświęconej polityce mieszkaniowej. - Byłaby to struktura trwała, a nie jednorazowe spotkanie z prezydentem - precyzuje Oskar Hejka. - Nie mamy zamiaru głosić populistycznych haseł w stylu “mieszkanie dla każdego”. To ma być praca u podstaw, wskazywanie, co można zmienić w prawie lokalnym, tak żeby warszawiacy nie byli krzywdzeni. Po wakacjach pokażemy dokumenty i konkretne rozwiązania. Zasiliła nas grupa ludzi, która dotąd z naszymi problemami się nie utożsamiała: to środowiska właścicieli nieruchomości i spółdzielcy.
W Warszawie w ciągu kilku ostatnich lat miasto przekazało w prywatne ręce budynki, w których jest blisko 6 tys. mieszkań. Organizacje lokatorskie mają m.in. pomysł stworzenia elektronicznego rejestru nieruchomości objętych postępowaniem reprywatyzacyjnym, dzięki któremu lokatorzy nie byliby zaskakiwani zmianą właściciela budynku z miasta na prywatną osobę.
http://wyborcza.pl/1,94898,8084577,Przegral_w_sadzie__ale_bedzie_walczyl_o_mieszkancow.html
Gdańsk: Pikieta przeciwko podwyżkom czynszów
Transparenty z hasłami skierowanymi przeciw władzom miasta, głośne okrzyki i grające bębny – tak wyglądała demonstracja Grupy Inicjatywnej „NIC O NAS BEZ NAS” oraz lokatorów przeciwstawiających się sposobom naliczania opłat w mieszkaniach komunalnych. W trakcie demonstracji doszło do przepychanek między policją, a uczestnikami protestu.
Demonstracja odbywała się we wtorek przed siedzibą Rady Miasta Gdańska. Uczestnicy protestu trzymali transparenty z portretami prezydenta gdańska Pawła Adamowicza oraz wiceprezydenta Macieja Lisickiego z podpisami: „Zadłużyłem miasto” oraz „Podniosłem czynsze”. W trakcie demonstracji doszło również do przepychanek z Policją. Jeden z demonstrantów odmówił wylegitymowania przez policję. Jak tłumaczył: „Policja nie wskazała podstawy prawnej i przyczyny wylegitymowania”. Ostatecznie po pertraktacjach demonstrant podał policjantom swoje dane.
Uczestnicy protestu sprzeciwiali się zapisom uchwały Rady Miasta Gdańska wprowadzającą zmiany w sposobie naliczania opłat w lokalach komunalnych. Dzięki tym zapisom do 10,20 zł za metr kwadratowy wzrosną czynsze we wszystkich mieszkaniach komunalnych w mieście. Obecne ceny wahają się w granicach od 4 do 5,8 zł.
Gdańsk: Pikieta przeciwko podwyżkom czynszów - czytaj dalej …
Mafia PO kontroluje lokale na Mokotowie
Radni chcą odwołać zarząd Mokotowa. Żądają wyjaśnienia nagrań, na których lokalni przedsiębiorcy chwalą się dawaniem łapówek.
„Sprawa głośna jest, bo miejsce jest na szpicy” – mówi polityk PO do przedsiębiorcy, gdy urzędnicy dowiedzieli się o nielegalnym podnajmowaniu dzielnicowego lokalu. „Spadamy ze wszystkiego, bo burmistrz będzie na mnie mordę darł” – odpowiada przedsiębiorca.
To jedno z delikatniejszych nagrań, które wstrząsnęły mokotowskimi radnymi.
– Czytałem stenogramy pięciu lub sześciu rozmów – mówi radny Adam Ciesielski (SLD). – Przedsiębiorcy wyraźnie w nich mówią, że płacą łapówki urzędnikom za to, że ci przymykają oko na nielegalny podnajem.
Chodzi o lokal przy ul. Puławskiej 10, w którym do niedawna mieściła się Superapteka. Jeden z przedsiębiorców wynajmował go od dzielnicy za 6 tys. zł, a następnie nielegalnie podnajmował aptece za 27 tys. zł. Gdy urzędnicy to zauważyli, zamiast rozwiązać umowę wynajmu, zgodzili się na ugodę, a następnie przekwalifikowanie lokalu na zakład jubilerski.
– Przedsiębiorca złożył wniosek o przekwalifikowanie w piątek, a w środę sprawę już opiniował zarząd dzielnicy – dziwi się radny Ciesielski. – Chcielibyśmy się dowiedzieć czemu, skoro sprawy tego typu załatwia się co najmniej kilka miesięcy.
Odpowiedzi na to pytanie znajdować się mają w nagraniach.
– Przedsiębiorca chwalił się, że burmistrz musi robić to, co on mu każe – mówi Karol El Kashif, właściciel Superapteki, który nagrał rozmowy przedsiębiorców i polityków. – Opowiadał, że za łapówki dają mu takie decyzje, jakie chce.
Nagrania dziś mają trafić na ręce przewodniczącego rady.
– To niejedyny przypadek dziwnych operacji lokalowych w naszej dzielnicy – mówi radny Ciesielski. – Jest grupa radnych i lokalnych polityków PO, która kupuje mieszkania, a następnie w dość dziwnych okolicznościach pozbywa się z nich lokatorów. Jeden z nich o godz. 23 przyszedł w asyście osiłków i wyrzucił kobietę z trójką małych dzieci na bruk. Działają bezwzględnie, jak mafia.
Poszkodowani mówią o straszeniu śmiercią. – Moja była żona sprzedała mieszkanie, w którym mieszkałem – mówi Andrzej Starczewski wyrzucony z mieszkania. – Trzech panów pracujących razem w biurze poselskim Tadeusza Rossa (PO) zimą wyrzuciło mnie z domu, a gdy protestowałem, zaczęli mi grozić. Rzucali nożami.
Radni domagają się wyjaśnień. – W naszej dzielnicy mamy skandal korupcyjny na ogromną skalę – mówi Remigiusz Grodecki (PiS). – Nie wyobrażam sobie, by przy tak poważnych zarzutach nie padł wniosek o odwołanie zarządu – dodaje radny Ciesielski. – Powinni go poprzeć radni PiS i uczciwa część Platformy.
Władze dzielnicy nie chcą komentować sytuacji. – W urzędzie jest kontrola z urzędu miasta – mówi burmistrz Jan Rasiński. – Ona wykaże, czy były nieprawidłowości.
1 komentarz na temat Mafia PO kontroluje lokale na Mokotowie
Gdańsk: okupacja w Zarządzie Nieruchomości Komunalnych
Grupa inicjatywna “Nic o nas bez nas”, ta sama która od kilku miesięcy pojawia się na sesjach Rady Miasta Gdańska, właśnie odwiedziła Gdański Zarząd Nieruchomości Komunalnych. Anarchiści domagają się rozmowy z Jackiem Łapińskim, dyrektorem GZNK.
- Jesteśmy zdeterminowani i przygotowani na bezterminową okupację biura dyrektora w przypadku, gdyby nie chciał on z nami rozmawiać. Nie będziemy dłużej stać bezczynnie, podczas gdy opłacana z naszych pieniędzy urzędnicza mafia znęca się nad ciężko pokrzywdzonymi przez los mieszkańcami, od których przez lata próbuje się wycisnąć sumę o wiele niższą niż koszty administracyjne całej sprawy! - grzmią w mailu przesłanym do redakcji.
Anarchiści żądają wyjaśnień sprawy Państwa Siedzińskich z Przymorza, którzy w wyniku ciężkiej sytuacji życiowej przez pewien czas nie byli w stanie opłacać czynszu za zajmowane mieszkanie komunalne. Pomimo niskich rent, zadłużenie próbowali spłacać w ratach.
- Prawdopodobnie udałoby im się to, gdyby nie kłody uporczywie i systematycznie rzucane im pod nogi przez urzędników. Dysponujemy pełną dokumentacją urzędniczych błędów, kłamstw i łamania prawa (fałszowanie podpisów, dopisywanie niezidentyfikowanych kwot do kont komorniczych) - twierdzi grupa “Nic o nas bez nas”. Młodzi zapowiadają, że biura GZNK nie opuszczą dopóki nie dostaną pisemnego zapewnienia, że rozpocznie się postępowanie wyjaśniające w sprawie rodziny Siedzińskich.
- Chcemy również zwrócić uwagę na to, w jakim świetle sytuacja ta stawia twierdzenia prezydenta Lisickiego, jakoby “każdy był kowalem własnego losu” oraz jego plany drastycznego podniesienia czynszów w mieszkaniach komunalnych i odebrania ulg dochodowych osobom z jakimkolwiek zadłużeniem wobec miasta. Dla ludzi takich jak Państwo Siedzińscy takie zmiany będą oznaczały śmierć głodową! - mówią anarchiści.
Źródło: gdansk.naszemiasto.pl, http://www.trujmiasto.blip.tv/
Skomentuj Gdańsk: okupacja w Zarządzie Nieruchomości Komunalnych
Wypchane portfele władzy
Na konta wiceprezydentów Andrzeja Jakubiaka i Jarosława Kochaniaka w ubiegłym roku wpłynęły największe wynagrodzenia spośród najwyższych urzędników miasta. Razem ze skarbnikiem są też w czołówce tych, którzy zarobili najwięcej przez trzy lata pracy w ratuszu.
Andrzej Jakubiak: 1,1 mln zł, 2007 – 361 tys. zł 2008 – 397 tys. zł 2009 – 370 tys. zł
Mirosław Czekaj: 1,09 mln zł, 2007 – 343 tys. zł 2008 – 440 tys. zł 2009 – 310 tys. zł
Zanim na stronach internetowych urzędu miasta pojawią się najnowsze oświadczenia majątkowe, „ŻW” pierwsze prześledziło deklaracje wypełnione przez najwyższych urzędników stolicy.
Złożyli je ostatni raz w tej kadencji samorządu. Czego zatem przez lata urzędowania w stołecznym ratuszu dorobili się prezydent i jej zastępcy? Wartość majątku Hanny Gronkiewicz-Waltz od końca 2006 r. wzrosła o ponad 400 tys. zł. Prawie wszyscy wiceprezydenci wymienili w ciągu trzech lat samochody. Andrzej Jakubiak i Jarosław Kochaniak dorobili się mieszkań, skarbnik miasta Mirosław Czekaj – domu. Większość gigantycznych kredytów.
Dużo, ale mniej
W 2009 roku najwięcej z grona najbliższych współpracowników prezydent Warszawy zarobił Andrzej Jakubiak – ponad 370 tys. zł. To o niecałe 30 tys. mniej niż w 2008 r. Na tę sumę składa się nie tylko pensja z ratusza z wysokimi nagrodami, ale i wynagrodzenie z dwóch spółek (Metra Warszawskiego i Agencji Inwestycyjnej Corp SA), gdzie wiceprezydent zasiada w radach nadzorczych. Z tych źródeł dostał 83 tys. zł.
Jakubiak zarobił też najwięcej w zarządzie miasta od początku kadencji – łącznie ponad 1,1 mln zł. Ale nawet w najlepszym 2008 r. jego pensja w ratuszu nie była wyższa od jego zarobków bankowych z 2006 r. W roku poprzedzającym pracę w mieście na konto wpłynęło mu prawie 460 tys. zł. Niemal wszyscy pozostali wiceprezydenci przed przyjściem do samorządu zarabiali mniej.
Drugi pod względem zarobków za ubiegły rok jest wiceprezydent Kochaniak z dochodem ponad 358 tys. zł. On również – tradycyjnie – dorabiał w dwóch radach nadzorczych – SPEC i KDT (łącznie 102 tys. zł). Dla niego również, podobnie jak dla Jakubiaka, najlepszy pod względem zarobków w mieście był rok 2008.
Trzecim najlepiej zarabiającym za 2009 r. okazał się sekretarz miasta Jarosław Maćkowiak, który pracę urzędnika łączy z wykładami na Uniwersytecie Warszawskim. Połączone pensje na uczelni i w ratuszu oraz dodatkowo rada nadzorcza Miejskiego Przedsiębiorstwa Robót Ogrodniczych (38 tys. zł) dały mu prawie 350 tys. zł. dochodu. To również nieco mniej niż rok temu.
Aż na czwartą pozycję w tym gronie spadł za to skarbnik miasta Mirosław Czekaj, który rok temu, doceniony przez prezydent najwyższymi premiami, był w absolutnej czołówce z rekordowym dochodem ponad 440 tys. zł. Tyle w samorządzie nie zarobił jeszcze nikt. Za 2009 r. Czekaj dostał już „tylko” 310 tys. zł (to nawet mniej niż w 2007 r.). Wiceprezydenci Włodzimierz Paszyński i Jacek Wojciechowicz nie przekroczyli w 2009 r. pułapu 300 tys. zł, bo nie zasiadają w żadnej radzie nadzorczej.
Prezydent najbogatsza
Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zarabia co roku mniej od swoich współpracowników, bo nie może otrzymywać premii. Rekompensuje jej to jednak pensja wykładowcy na Uniwersytecie Warszawskim (co poniedziałek prowadzi seminarium z prawa bankowego). Za 2009 r. osiągnęła łącznie dochód 270 tys. zł. I – jako jedyna w zarządzie miasta – zanotowała łączne wpływy nieco wyższe niż rok temu.
Niezmiennie w tym gronie jest najbogatsza. Jej majątek wart jest dziś ponad 4,8 mln zł. Ma łódź żaglową „Sasanka” i volvo z 2004 r. Przez ostatni rok, według jej deklaracji, zyskały na wartości dom (200 mkw.) i mieszkanie (78 mkw.). Oszacowała je łącznie na 1,8 mln zł (rok temu na 1,5 mln zł).
Tyle z kolei warte jest tylko jedno mieszkanie wiceprezydenta Kochaniaka (131 mkw.). Drugie – 48-metrowe, którego jest współwłaścicielem – straciło na wartości. Wiceprezydent szacował je rok temu na 250 tys. zł, dziś o… 30 tys. zł mniej. Cały jego majątek można wycenić na ponad 2 mln zł.
Stan posiadania Andrzeja Jakubiaka to 1,8 mln zł (wspólnie z żoną dom i dwa mieszkania oraz volkswagen passat z 2007 r.). Współwłaścicielem dwóch domów wartych 2,4 mln zł jest sekretarz Jarosław Maćkowiak.
Oszczędzają i spłacają
Prezydenci nie kupowali przez ostatni rok nieruchomości ani samochodów. Wojciechowicz sprzedał volkswagena z 2006 r., przez co do 120 tys. zł wzrósł mu stan złotówkowego konta. A w garażu pozostało alfa romeo z 2008 r.
Na rachunkach Gronkiewicz-Waltz też można zaobserwować przyrost oszczędności. Na kontach ma ponad 2,1 mln zł (to ok. 100 tys. zł więcej niż rok temu) i prawie 755 tys. zł w funduszach inwestycyjnych. Poza tym w oświadczeniach urzędników nie widać wielkich śladów inwestowania.
Kochaniak, Jakubiak i Czekaj skupiają się na spłacaniu kredytów. Pierwszemu do spłacenia pozostało 457 tys. zł.
Kochaniakowi udało się wyzwolić od kredytu samochodowego (prawie 95 tys. zł), za który kupił mercedesa. Gdy zaczynał pracę w mieście, nie miał ani mieszkania, ani długów. Za to 1,3 mln zł oszczędności na kontach i funduszach. Teraz pozostało mu do spłaty 525 tys. franków i 45 tys. zł. Skarbnik miasta spłacił natomiast przez rok blisko 100 tys. zł kredytu na dom (146 mkw.). To dorobek pracy w stołecznym ratuszu. Czekajowi pozostało jeszcze ok. 600 tys. zł pożyczek.
Wiceprezydent Jacek Wojciechowicz konsekwentnie nie deklaruje w oświadczeniu posiadania żadnego mieszkania. Ale kredyt hipoteczny ma – 273 tys. zł. Wolni od bankowych zobowiązań są natomiast prezydent, wiceprezydent Paszyński i sekretarz miasta.
Izabela Kraj - Życie Warszawy
http://www.zw.com.pl/artykul/92,471748_Wypchane_portfele_wladzy.html
Eksmisje poza miasto
Ratusz chce wynajmować mieszkania dla niezamożnych warszawiaków. Ale najwięksi dłużnicy, którzy notorycznie nie płacą czynszu, mogą zostać mieszkańcami Babic, Ożarowa czy Leszna - będą eksmisje poza Warszawę
W stolicy stale brakuje mieszkań komunalnych i lokali socjalnych o niskim standardzie dla najbiedniejszych. Do tego miasto nie ma dokąd przenieść lokatorów z reprywatyzowanych kamienic, choć samo przyznało części z nich prawo do mieszkań. Teraz chce im je podnajmować. - To bardzo nowatorskie rozwiązanie - zachwala Beata Wrońska-Freudenheim, dyrektor miejskiego biura polityki lokalowej.
Jednak nie dla ludzi z kolejki czekających na przydział. Ma pomóc tylko w najtrudniejszych sytuacjach. Już kilka lat temu wprowadziła je nowelizacja Ustawy o ochronie praw lokatorów, ale dotąd nie było odważnej ekipy, która by z niego skorzystała. Rada Warszawy przyjęła odpowiednią uchwałę w lipcu zeszłego roku, brakowało jednak zarządzenia prezydent miasta. Gdy w czwartek na nadzwyczajnej sesji rady organizacje lokatorskie przyparły urzędników do muru, ci ogłosili nowy pomysł - z podnajmem.
Teraz wszystko w rękach dzielnic. Niektóre, jak Żoliborz czy Bemowo, zapewniły już sobie w tegorocznych budżetach pieniądze na wynajem mieszkań. Mogą z nich skorzystać trzy grupy warszawiaków. - To osoby ze zreprywatyzowanych budynków i zakwalifikowane do pomocy. Jeśli nie mamy dla nich lokali, możemy wynająć od prywatnych właścicieli mieszkania, które zajmują, i podnająć je tym lokatorom - mówi dyrektor Freudenheim-Wrońska.
Podnajem jest też dla czekających na mieszkanie zamienne, do którego mają się przenieść na czas remontu. Wreszcie dla tych, którzy czekają na lokal socjalny.
Dla nich już szukają mieszkań władze Bemowa. - Naszą największą bolączką są odszkodowania, które płacimy deweloperom i spółdzielniom, dlatego że nie mamy lokali socjalnych dla osób z wyrokami eksmisyjnymi - przyznaje rzecznik dzielnicy Krzysztof Zygrzak. - Wiadomo, że ich nie szybko nie wybudujemy, korzystamy z metody podnajmu.