Historie lokatorów
Komitet Obrony Lokatorów odwiedził miejsce zsyłki na Przeworskiej, by nie dopuścić do eksmisji
W piątek, działacze Komitetu Obrony Lokatorów, wraz z córką ciężko chorej kobiety eksmitowanej praktycznie na bruk, odwiedzili hotel robotniczy, gdzie miała być tymczasowo zesłana. Hotel robotniczy przy ul. Przeworskiej 1 w Warszawie, jest owianym złą sławą miejscem, gdzie władze dzielnic i prywatni właściciele zsyłają lokatorów, których chcą się pozbyć, bez zapewniania im lokali zamiennych na stałe. Komornicy wykonują eksmisję do pomieszczenia tymczasowego (czyli baraku, w którym nie może być mowy o zaspokojeniu potrzeb ludzi starszych i chorych, gdzie nie ma nawet osobnych łazienek). Po kilku miesiącach, lokatorzy hotelu trafiają na bruk. Wtedy już nie przysługuje im żaden lokal i stają się bezdomni. Komitet Obrony Lokatorów nazwał ten proceder “eksmisją na bruk na raty”.
W zeszłym tygodniu, dzięki zaangażowaniu dziesiątek lokatorów, doszło do skutecznego zablokowania eksmisji ciężko chorej kobiety. Mieszkanka dzielnicy Gocław miała trafić właśnie do hotelu robotniczego na ul. Przeworskiej. Blokada utworzona przez lokatorów sprawiła, że komornik nie był w stanie fizycznie dokonać eksmisji. Jednak eksmisja została jedynie przełożona na 25 października. Aby nie mogła się odbyć w ogóle, konieczne było zablokowanie możliwości zsyłki do hotelu robotniczego na ul. Przeworskiej.
Po blokadzie eksmisji w zeszłym tygodniu, dziennikarze pojechali do hotelu robotniczego dowiedzieć się, czy dyrektorka zdawała sobie sprawę z faktu, iż komornik zamierzał przekazać jej osobę chorą psychicznie. Dyrektorka hotelu stwierdziła, że wypowiada umowę właścicielowi mieszkania. Jednak do dnia wczorajszego brakowało potwierdzenia na piśmie, że takie wypowiedzenie zostało faktycznie napisane. Z tego też względu należało wywrzeć dodatkową presję - do dyrektorki hotelu dzwonili dziennikarze, a działacze KOL pojechali osobiście dopilnować, że dokument zostanie wydany. Film z tego działania poniżej.
Brak lokalu tymczasowego oznacza, że komornik musi się wstrzymać z dokonaniem czynności do czasu, gdy gmina wskaże tymczasowe pomieszczenie. Ponadto, eksmisji nie wykonuje się w okresie od 1 listopada do 31 marca roku następnego. Wygląda więc na to, że komornik nie zdąży wykonać eksmisji przed okresem ochronnym. Niemniej, mobilizacja lokatorów we wtorek może być nadal potrzebna, by nie dopuścić do bezprawnych działań komornika i właściciela.
Pikieta upamiętniająca Jolantę Brzeską pod Prokuraturą Generalną
Wczoraj w Warszawie, pod Prokuraturą Generalną odbył się protest lokatorski zorganizowany przez Komitet Obrony Lokatorów, w którym uczestniczyli też członkowie Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. Protest miał na celu przypomnieć o mijającym właśnie okresie pół roku od śmierci Jolanty Brzeskiej - działaczki lokatorskiej, która została znaleziona spalona w Lesie Kabackim. Na pikiecie obecna była również córka Jolanty.
Śledztwo w tej sprawie ślimaczy się od miesięcy, nie przesłuchano nawet świadków zdarzenia, a policja wykazała daleko posuniętą niedbałość w zbieraniu materiałów dowodowych. Protestujący przekazali na ręce Prokuratora Generalnego list, domagający się objęcia postępowania szczególnym nadzorem.
Podczas pikiety, działacze, którzy znali osobiście Jolantę Brzeską opowiadali zarówno o niej, jak o znanych okolicznościach jej śmierci - zignorowanych dotąd przez Prokuraturę, oraz o brutalnych metodach traktowania lokatorów przez gangi kamieniczników działających w Warszawie. Poniżej fragment oświadczenia przekazanego prasie i Prokuraturze oraz nagranie filmowe z wczorajszej pikiety.
Zabili działaczkę, zabili prawdę
Dziś mija pół roku od śmierci naszej koleżanki, Jolanty Brzeskiej, działaczki ruchu lokatorskiego - bestialsko zamordowanej na skraju Lasu Kabackiego. Przez pół roku nie zbadano możliwego związku tej zbrodni z osobami, które przez lata prześladowały zmarłą i były jej jedynymi wrogami – nawet ich nie przesłuchano. Zwęglone ciało Jolanty Brzeskiej nadal leży w chłodni zakładu medycyny sądowej, a jej rodzinie nie wydano nawet aktu zgonu. Emerytura jest nadal wypłacana już nieżyjącej osobie i nadal jest zajmowana przez komornika sądowego. Przez te pół roku usiłowano nam wmówić, że w desperacji popełniła samobójstwo, choć przeczy to zasadom logiki i zdrowemu rozsądkowi.
Domagamy się, by nadzór nad śledztwem przejęła Prokuratura Generalna. Żądamy weryfikacji wszystkich umorzonych dochodzeń prokuratorskich, których bohaterami byli znani kamienicznicy prześladujący Jolantę. W 2007 r., Prokuratura Mokotowska prowadziła dochodzenie w sprawie próby wtargnięcia nocą do domu pp. Brzeskich grupy podpitych mężczyzn. W 2008 r. do Prokuratury Okręgowej wpłynęło zawiadomienie o zorganizowanej grupie przestępczej, pod którym podpisana była między innymi Jolanta Brzeska. W tym roku, do Prokuratury Wolskiej wpłynęło zawiadomienie o spowodowaniu zagrożenia życia, w którym również główną rolę odgrywały te same osoby. Jednak prokuratury systematycznie umarzają wszystkie sprawy dotyczące zorganizowanej grupy „odzyskiwaczy nieruchomości“.
Nie możemy dalej patrzeć na bezprawie, które odbywa się za przyzwoleniem organów, mających strzec przestrzegania prawa. Zabójstwo, z którego prokuratura usiłowała zrobić samobójstwo, stawia prokuratorów w równym szeregu z zabójcami. Gdyby już w 2007 roku poskromione były bandyckie metody stosowane przez kamienicznika i jego pełnomocnika, Jolanta Brzeska zapewne by żyła. Dlatego apelujemy. Dość terroru, który ci panowie wprowadzili nie tylko do przejętych kamienic, ale i do prokuratur oraz sądów.
2 komentarzy Pikieta upamiętniająca Jolantę Brzeską pod Prokuraturą Generalną
Kamienica w Ursusie odcięta od mediów
Mieszkańcy Kamienicy Kompanii Kordian 27 znaleźli się w bardzo ciężkiej sytuacji. Nowy właściciel kupił kamienicę w 2007 roku wraz z lokatorami, cztery rodziny i sklep spożywczy. W 2010 roku wszyscy mieszkańcy dostali z sądu pozwy o eksmisję- bez wyjątku dzieci, emeryci i dorośli. W sądzie właściciel dwie sprawy przegrał, gdyż nie było podstaw do eksmisji. Dwie sprawy jeszcze są w toku. Sanepid nakazał zamknięcie i remont sklepu spożywczego znajdującego się w kamienicy.
Tydzień temu, właściciel nakazał odcięcie wody i kanalizacji wywieszając na klatce, że będzie remontował instalacje wodno-kanalizacyjne. Nie zapewnił w zamian wody pitnej w cysternie, ani ubikacji przewoźnych. Zdaniem mieszkańców, właściciel chce ich w ten sposób nękać fizycznie i psychicznie oraz doprowadzić do opuszczenia budynku.
W momencie kupna kamienicy, nowy właściciel był świadomy, że są w niej lokatorzy. Plac z kamienicą kupił za bardzo niską cenę 450 tys. zł., choć warta jest ok. 2 mln zł.
Lokatorzy z Gminy Ursus mają przydziały do zajmowanych lokali i pozwolenie na meldunek. Lokatorzy mieszkają po 20, 30 lat. Właściciel kamienicy pobierał opłaty za wodę i kanalizację od 4 lokatorów i sklepu spożywczego-lecz nie opłacał w MPWiK rachunków.
Jak się dowiedzieli lokatorzy w MPWiK w Pruszkowie na Domaniewskiej, właściciel nie podpisał nawet umowy. O tym fakcie mieszkańcy poinformowali Komendanta Policji przy ul. Sosnkowskiego w Ursusie. O fakcie odcięcia wody i kanalizacji byli informowane instytucje i władze:
1.Burmistrz Dzielnicy Ursus Wiesław Krzemień-osobiście (odmówił pomocy swoim mieszkańcom i podatnikom)
2.Przewodniczący Rady Dzielnicy Ursus Henryk Linowski-brak odpowiedzi.
3.Straż Miejska-odmówiła pomocy
4.Sanepid na u.Białobrzeskiej i Kochanowskiego (nie przyjęli zawiadomienia)
5.Komendant Policji Dzielnicy Ursus ul. Sosnkowskiego-sprawa w toku.
6.Komendant Straży Pożarnej ul.Polna 1 (brak wody oraz gaśnic na korytarzu-podjęte działanie.
7. Wojewódzki Nadzór Budowlany ul.Czereśniowa-przyjął zawiadomienie
Ku zdziwieniu mieszkańców, w/w urzędy odmówiły pomocy i stwierdziły, że problem nie leży w ich kompetencjach. Kamienica jest w dalszym ciągu odcięta od mediów.
Niepełnosprawni nie mogą liczyć na pomoc władz
Komitet Obrony Lokatorów odwiedził niepełnosprawną mieszkankę lokalu socjalnego przy ul. Inżynierskiej 5. Choć lokatorka z trudem porusza się o kulach, jest zmuszona kilka razy dziennie pokonywać wąskie schody, by dostać się do swojego mieszkania. Gdy starała się o pomoc u wiceburmistrz Pragi-Północ Katarzyny Łęgiewicz, zamiast pomocy usłyszała natrętne pytania o życie osobiste.
Poniżej, przedstawiamy film Komitetu pokazujący sytuację niepełnosprawnej lokatorki.
Władze dzielnicy Praga-Północ obiecały lokale komunalne - czy szczerze?
W dniu 22 marca b.r. reporterzy TVN 24 nagrali materiał z lokatorami z ul. Jagiellońskiej 27, kamienicy, która podobnie jak wiele innych kamienic na Pradze-Północ, padła ofiarą ”odzyskiwaczy nieruchomości” - spółki Prometeusz.
Władze dzielnicy od lat ignorowały problem bezprawnego działania “odzyskiwaczy” i braku perspektyw dla lokatorów, którym nielegalnie wymówiono umowy najmu. Wnioski lokatorów o przyznanie lokali komunalnych jak dotąd spotykały się z odmową ze względu na kryterium dochodowe. Władze uznają lokatorów za “bogaczy” chociaż nie są oni w stanie opłacić czynszu na poziomie rynkowym, narzuconego przez nowych właścicieli budynku.
Jednak burmistrz dzielnicy Piotr Zalewski i wiceburmistrz Katarzyna Łęgiewicz inaczej prezentowali stanowisko urzędu przed kamerami. W reportażu zostało nagrane ich oświadczenie, że mieszkańcy otrzymają lokale zamienne.
Czy urzędnicy zamierzają dotrzymać słowa? Lokatorzy Jagiellońskiej 27 mają opuścić budynek do 14 kwietnia. Wtedy przekonamy się o szczerości intencji władz Dzielnicy.
Reportaż TVN 24 dostępny jest na stronie:
http://www.tvn24.pl/2421095,12690,0,0,1,wideo.html
1 komentarz na temat Władze dzielnicy Praga-Północ obiecały lokale komunalne - czy szczerze?
Myszków: sprzedani mieszkańcy na bruk
50 rodzin sprzedanych wraz mieszkaniami przez Spółdzielnię Mieszkaniową Mystal w Myszkowie może trafić na bruk. Lokatorzy usłyszeli od nowego właściciela ultimatum - albo zgoda na dwu-, trzykrotną podwyżkę czynszów, albo eksmisja.
Dwie rodziny, do których dotarł Dziennik Zachodni, nie podpisały takich umów. Mają już pisma z żądaniem wyprowadzenia się z mieszkań do końca lutego.
- Nowy właściciel przyjechał, ale nie przedstawił żadnego dokumentu, że nasze mieszkanie należy do niego - mówi Sławomir Męcik, zajmujący dwa pokoje wraz z żoną i dwuletnią córką. - Z samochodu wyskoczył wysportowany chłopak, wulgarnie zażądał podpisania umowy.
Męcik nie zgodził się na nowe warunki najmu, bo musiałby płacić 500 złotych samego czynszu. Usłyszał, że zostanie wyrzucony w pierwszej kolejności.
Jak do tego doszło? Pod koniec grudnia ub.r. Cezary Buczek kupił od Spółdzielni Mieszkaniowej Mystal 50 lokali wraz z lokatorami. Na początku stycznia drastycznie podwyższył czynsze. To jego metoda. Buczek kupił wcześniej w Myszkowie 11 zadłużonych lokali od syndyka Myfany i wyrzucił z nich lokatorów, nie mając prawomocnych wyroków eksmisyjnych. Do prokuratury wpłynęło jedno zawiadomienie, ale zostało wycofane.
Miasto chce pomóc sprzedanym lokatorom. Specjalnie dla zagrożonych eksmisją w UM otwarty został punkt bezpłatnych porad prawnych. Czy władze nie mogły zareagować wcześniej? - Mieliśmy wątpliwości prawne czy miasto może kupić lokale z lokatorami. Do tego nie było pieniędzy w budżecie, więc nie wystartowaliśmy w przetargu - wyjaśnia burmistrz Włodzimierz Żak.
Aldona Męcik i jej syn Sławomir złożyli w piątek w myszkowskiej prokuraturze doniesienie o zamiarze popełnienia przestępstwa przez Cezarego Buczka. - Jeżeli ktoś przeprowadza eksmisję bez prawomocnego wyroku, na wniosek pokrzywdzonego prowadzone będzie postępowanie - wyjaśnia prokurator Zbigniew Wytrych.
Dziennikarze Dziennika Zachodniego zadzwonili do Cezarego Buczka, jak usłyszał, z kim rozmawia, rozłączył się.
W Zabrzu z problemem mieszkań zakładowych huty Zabrze sprzedanych prywatnemu właścicielowi zmagają się od 13 lat. Trzy lata temu 950 lokali udało się przejąć ZBM i TBS-owi. Aby je odkupić, miejska spółka musiała zaciągnąć kredyt - 21 mln zł. Trwają rozmowy o przyszłości 300 mieszkań.
W Mysłowicach 5 lat temu Cezary Buczek nabył kilkadziesiąt mieszkań za kilkaset tysięcy złotych. Narzucił wysokie czynsze i straszył eksmisjami. Jak mówi rzecznik UM Wojciech Król, Buczek próbował sprzedać mieszkania miastu za ok. 4 mln zł.
W Sosnowcu przy ulicy Tuwima nowy właściciel kamienicy sprzedanej wraz z lokatorami przez SM Sokolnia doprowadził do tego, że sprawą zajęła się prokuratura. Część mieszkańców znalazła nowe mieszkania. Reszta mieszka w kamienicy pomimo, że nowy właściciel zamurował im okna. Prokuratura zarzuciła właścicielowi oraz jego pełnomocnikowi poważne naruszenie prawa. Proces ma ruszyć w najbliższych miesiącach.
Saga o zakłamanych urzędnikach i lokatorach pozbawionych gazu
Komitet Obrony Lokatorów zajmował się sprawą bloków przy ul. 29 listopada w Warszawie od grudnia 2009 r. Przypomnijmy, że chodziło o odcięcie od gazu trzech bloków z lokalami socjalnymi i komunalnymi. Administracja Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami dzielnicy Śródmieście od początku dążyła do wyłączenia dopływu gazu do budynków i nie próbowała nawet naprawiać instalacji gazowej. Wszystko oczywiście „dla dobra mieszkańców”.
Instalacja
Działacze Komitetu Obrony Lokatorów, mając w pamięci wiele przypadków, gdy właściciele nieruchomości celowo odłączali gaz od budynków, by szybciej pozbyć się lokatorów, od początku podchodzili z nieufnością do działań urzędników. Dlatego, w dniu w którym miała odbyć się inspekcja firmy gazowniczej na zlecenie ZGNu, Komitet bardzo dokładnie monitorował prace gazowników - podejrzewając, że firma gazownicza zostanie wykorzystana do wydania niekorzystnego raportu o stanie instalacji gazowej. Dzięki obecności kamery Komitetu Obrony Lokatorów, kontrola gazu została wykonana bardzo dokładnie, pomniejsze usterki zostały natychmiast usunięte, a inspektor z Administracji obiecała niezwłocznie wydać zlecenie na usunięcie pozostałych usterek. Protokół oceny instalacji gazowej, sporządzony w wyniku kontroli stwierdzał: „Instalację gazową dopuszcza się warunkowo do dalszej eksploatacji z uwagami: usunąć nieszczelności i nieprawidłowości instalacji lokalowej”.
Protokół kominiarski z kontroli dokonanej tego samego dnia stwierdzał: „W wyniku kontroli stwierdza się: [wymienionych 5 lokali] brak prawidłowej drożności. Na przewodach należy zainstalować nasady wiatrochronne a wyloty boczne zabezpieczyć siatkami. Ciąg oraz drożność pozostałych przewodów w czasie kontroli dobra. W lokalach: [wymienione 27 lokale], po udrożnieniu uszczelnieniu przewodów kominowych i wykonaniu wentylacji nawiewnej będzie można zainstalować kuchnie gazowe”.
Pracownicy firmy gazowniczej stwierdzili jasno (co zostało nagrane na filmie), że nie ma podstaw do odcięcia gazu do całego budynku i że usterki, które zostały znalezione, da się usunąć w ciągu kilku dni. Mieszkańcy nie mieli wątpliwości, że gdyby nie obecność kamery, urzędnicy znaleźliby już wtedy sposób, by uzasadnić całkowite odcięcie gazu od budynków.
Urzędnicy nie dali za wygraną. Za wszelką cenę chcieli przeforsować swoją z góry założoną tezę, nawet jeśli fakty przemawiały za tym, że należy pozostawić dopływ gazu w budynkach. W dniu 31 grudnia, wiceburmistrz dzielnicy Warszawa Śródmieście, Jerzy Majewski, w wywiadzie dla TVN Warszawa szermował demagogicznymi argumentami, całkowicie ignorując wyniki inspekcji. Powiedział wtedy:
- To jest tykająca bomba. Nie możemy dłużej tolerować tej prowizorki – powiedział. Dodatkowo stwierdził: „Naszym celem jest dbanie o bezpieczeństwo mieszkańców tamtych trzech budynków”.
Pan Jerzy Majewski wielokrotnie w wywiadzie stwierdzał nieprawdę. Mówił na przykład: „w tych trzech budynkach, żadna z norm nie jest spełniona”, „przeprowadzone w grudniu ekspertyzy kominiarskie i ekspertyzy gazowe potwierdzają jednoznacznie: kominiarskie: brak wentylacji, wadliwe wentylacje, doprowadzenie tam gazu, to co zostało zrobione w świetle dzisiejszych przepisów jest niedopuszczalne”. Dalej, wiceburmistrz podał nieprawdziwe dane o wymaganej kubaturze pomieszczeń, wykazując się nieznajomością Rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (kubatura pomieszczeń, w których instaluje się urządzenia gazowe, nie powinna być mniejsza niż 8 m3 – co było spełnione w lokalach mieszkalnych przy ul. 29 Listopada 10, 12 i 14).
Wiceburmistrz świadomie próbował wprowadzić lokatorów w błąd, licząc że uda się ich usunąć bez większych oporów z atrakcyjnie usytuowanych budynków, które stanowią łakomy kąsek dla inwestorów ze względu na swoją lokalizację (okolica Łazienek).
Zobacz artykuł: Jerzy Majewski mija się z prawdą na wizji
Okupacja
W dniu 19 stycznia, lokatorzy budynków przy 29 listopada - zdesperowani arogancją władz – postanowili dokonać okupacji budynku Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami, w proteście przeciw nieuzasadnionemu odcinaniu gazu z budynków.
Hałas medialny wokół okupacji i uciążliwość tej formy akcji bezpośredniej spowodowały, że urzędnicy zgodzili się negocjować. W dniu 26 stycznia 2010 r. doszło do spotkania lokatorów z Radnymi m. st. Warszawy oraz urzędnikami Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami.
Wiceburmistrz Jerzy Majewski złożył wiele obietnic, z których większość okazała się później bez pokrycia. Radni Dzielnicy Śródmieście obiecali wystąpić do Instytutu Techniki Budowlanej z prośbą o niezależną ekspertyzę instalacji gazowej w budynkach. Kilka dni później, podczas spotkania umówionego z wiceburmistrzem, pod nieobecność lokatorów, którzy przybyli na spotkanie na ul. Senatorską, gaz w budynkach przy ul. 29 listopada został wyłączony. Samo spotkanie z wiceburmistrzem, też było rozczarowujące.
Na spotkaniu wyszło na jaw, że miasto nie ma żadnej propozycji dla mieszkańców lokali socjalnych, nawet tych, którzy regularnie płacą czynsz. Wyszło też na jaw, że władze nie mają żadnych pomysłów dotyczących dopłat za użytkowanie prądu (lokatorzy już wtedy wiedzieli, że ich opłaty za energię elektryczną wzrosną wielokrotnie w związku z odłączeniem gazu i koniecznością używania kuchenek elektrycznych). Wiceburmistrz odesłał lokatorów do Pomocy Społecznej, doskonale zdając sobie sprawę, że ta nie ma na ten cel pieniędzy. Komitet Obrony Lokatorów sfilmował obietnice radnych i przebieg rozmów z wiceburmistrzem. Radni okazali się bezradni i odsyłali do burmistrza, a burmistrz też był bezradny i odsyłał do Rady Warszawy.
Fortyfikacja
Gniew lokatorów trwał nadal, a urzędnicy Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami – bojąc się kolejnej okupacji, zainstalowali bramki w wejściu do budynku (ZGN wydał 33 tys. zł na bramki. Tymczasem koszt modernizacji instalacji gazowej w jednym z budynków przy ul. 29 Listopada to 40 tys. zł.), oraz obsługiwali interesantów przez lufcik, bojąc się nawet otworzyć drzwi.
Nie był to koniec matactw władz dzielnicy i pani Małgorzaty Mazur z Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami przy ul. Szwoleżerów. Ustalenia przyjęte w wyniku styczniowych negocjacji wskazywały na Instytut Techniki Budowlanej jako na niezależną organizację, która podejmie się oceny, czy rzeczywiście należało odcinać gaz w budynkach. Jednak władze dzielnicy postanowiły odwołać się zamiast tego do Polskiego Związku Inżynierów i Techników Budownictwa. Ta zmiana była istotna o tyle, że wiceburmistrz Dzielnicy Śródmieście Jerzy Majewski pełnił funkcje w Zarządzie Polskiego Związku Inżynierów i Techników Budownictwa. W tej sytuacji, zastąpienie bezstronnej instytucji, jaką jest Instytut Techniki Budowlanej, organizacją we władzach której zasiadała osoba będąca stroną w sporze wokół budynków przy ul. 29 Listopada, wzbudziło stanowczy protest lokatorów. Na kolejnej sesji Rady Dzielnicy Śródmieście, lokatorzy wymusili wysłanie zapytania do Instytutu Techniki Budowlanej, tak jak pierwotnie planowano i tak jak wynikało z porozumień z lokatorami. Instytut Techniki Budowlanej skierował sprawę w lutym 2010 r. do Instytutu Nafty i Gazu z Krakowa, jako do jednostki o właściwym zakresie działalności.
Falandyzacja
Niezależne ekspertyzy zamówione przez ZGN nie tylko nie zostały udostępnione mieszkańcom, ale Zakład Gospodarowania Nieruchomościami próbował zmusić niezależne instytucje do wydania korzystnego dla siebie orzeczenia. Posunięto się nawet do tego, że odmówiono zapłaty za niezgodną z oczekiwaniami ekspertyzę Instytutu Nafty i Gazu z Krakowa, która wykazywała ponad wszelką wątpliwość, że gaz w budynkach przy ul. 29 listopada nigdy nie powinien być odłączony.
Jak napisał Instytut Nafty i Gazu z Krakowa:
„ZGN, niezadowolony z naszych opinii, odmówił zapłaty za wykonane opinie i zaczął zgłaszać zastrzeżenia formalne kwestionujące prawo Instytutu do wydawania opinii i zastrzeżenia techniczne, a w tym demonstrując zadziwiający brak znajomości zasad gazyfikacji i przepisów. (…)
Wydane opinie opisują rzeczywisty stan gazyfikacji budynku i inne być nie mogą. W wyniku wykonanych badań i analizy dokumentów w opiniach zostały wykazane liczne zaniedbania w utrzymaniu stanu budynków związane z samą instalacją gazową i ogólnie z warunkami użytkowania gazu w zgazyfikowanych budynkach oraz nieprawidłowości w działaniach ZGN w zakresie gazyfikacji, a w tym nieuzasadnione odcięcie dopływu gazu do budynków i pozbawienie lokatorów możliwości użytkowania gazu.
Dyrekcja ZGN, niezadowolona z treści opinii, usiłuje nie uznawać jej. Ostatnio nie było już uwag co do jasności technicznej opinii, więc pozostało tylko podważanie możliwości wydawania przez Instytut opinii w sprawach gazyfikacji obiektów.”
Pauperyzacja
Lokatorzy nadal nie zobaczyli pełnej treści raportu wykonanego przez Instytut. Raport nadal jest ukrywany przez urzędników niezadowolonych z jego zawartości.
Tak więc trwająca już ponad rok saga o zakłamanych i pozbawionych wstydu urzędnikach trwa nadal, a lokatorzy wegetują w pozbawionych gazu lokalach, przytłoczeni ogromnymi rachunkami za prąd, borykając się z ciągłymi awariami przestarzałej instalacji elektrycznej.
Dokumentacja
Poniżej, dokumenty wysłane przez Instytut Nafty i Gazu z Krakowa. W piśmie z dnia 8 grudnia zawarta jest informacja o zgodzie Instytutu na publikację wszystkich informacji zawartych w ekspertyzie. Rzekome “poszanowanie praw autorskich” było podnoszone przez Zakład Gospodarowania Nieruchomościami, jako powód nie udostępniania ekspertyzy opinii publicznej. Jak widać, nie była to prawdziwa przyczyna.
Kolejne dwa pisma, to korespondencja Instytutu Nafty i Gazu z Zakładem Gospodarowania Nieruchomościami i Burmistrza Dzielnicy Śródmieście Wojciechem Bartelskim dotycząca prób wpływania urzędników miejskich na niezależną ekspertyzę Instytutu, m.in. przez groźbę nie zapłacenia za wykonaną pracę, oraz przez podważanie kompetencji tej instytucji.
1 komentarz na temat Saga o zakłamanych urzędnikach i lokatorach pozbawionych gazu
Wrocław: Pomorska 55 do sprzedaży (po usunięciu lokatorów)
Kamienicznik Marek Haisig przymierza się do sprzedaży ostatnich lokali w kamienicy przy ul. Pomorskiej 55, choć jest ona nadal zamieszkiwana przez dawnych lokatorów komunalnych. Nie przeszkadza to jednak w reklamowaniu sprzedawanych lokali w takich marketingowych barwach:
“Do sprzedaży pięć ostatnich mieszkań w przedwojennej kamienicy w całości po remoncie konserwatorskim. Grube mury, odrestaurowane klatki schodowe, kamienica ocieplona. Podwórko zamykane z całodobową ochroną. Możliwość miejsc parkingowych. Kamienica położona jest w ścisłym centrum (15min. od Rynku) przy ul. Pomorskiej.” oraz: “miejsce parkingowe, po remoncie, panele, terakota, glazura, telefon, internet, kablówka, kuchnia wyposażona, prysznic, osobne WC, osiedle zamknięte, ochrona” - to ogłoszenie pochodzi z września 2010.
Tymczasem poniżej publikujemy zdjęcia owej kamienicy ze stycznia 2011 i pytamy gdzie są granice marketingu?
Obecni lokatorzy i lokatorki mają dość nacisków kamienicznika, który za wszelką cenę próbuje się ich pozbyć, czyniąc mieszkanie w kamienicy nieznośnym. Celem jest oczywiście sprzedaż lokali z dużym zyskiem. Nie wiemy jednak czy obie strony, nabywca i sprzedawca będą po transakcji równie zadowolone. Jak widać na załączonych obrazkach właściciel nie jest zbyt schludnym gospodarzem.
1 komentarz na temat Wrocław: Pomorska 55 do sprzedaży (po usunięciu lokatorów)
Eksmisja tuż przed wigilią
Gmina Wawer oferuje rudery do wynajmu
Pewna lokatorka z dzielnicy Wawer od ponad 7 lat czekała na przydział lokalu komunalnego. Z synem i jego rodziną wynajmuje mieszkanie w kamienicy zwróconej właścicielom. Lokatorka ma umiarkowany stopień inwalidztwa, oraz cierpi na astmę i alergię. Mieszkanie ma 27-28m2 i początkowo to było powodem zakwalifikowania lokatorki na listę.
Gdy wreszcie Gmina zdecydowała się przedstawić propozycję najmu lokalu, lokatorka otrzymała propozycję lokalu przy ul. Bystrzyckiej 46, również w dzielnicy Wawer. Budynek w którym mieści się mieszkanie jest w tak fatalnym stanie (zagrzybienie, walący się dach), że nawet nawykli do gruboskórności urzędnicy uznali, że proponowanie takiego lokalu jest “haniebne”.
Ale dopiero po tym, jak lokatorka upubliczniła zdjęcia klatki schodowej lokalu, władze zajęły się w ekspresowym tempie remontem.
Lokatorka uważa, że trudności z jakimi się spotyka wynikają z jej członkostwa w Warszawskim Stowarzyszeniu Lokatorów. Komisja Gminy starała się m.in. „udowodnić”, że wnuk działaczki WSL nie mieszka z nią w jednym mieszkaniu, gdyż „gdyby mieszkał wnuk, to nie pozwoliłby, żeby jego zdjęcie stało na regale”.
Poniżej, pokazujemy zdjęcia budynku w momencie okazania go lokatorce z propozycją najmu.







